Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Malbec. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Malbec. Pokaż wszystkie posty

sobota, 21 stycznia 2012

Poświątecznie. Chateau Fonguillon 2005

Świąteczno - noworoczne rozleniwienie dawno już za nami. Minęły bez mała trzy tygodnie stycznia i z tradycyjnego okresu spotkań z rodziną, urlopów i przyznawania sobie prawa do spróbowania jeszcze jednego specjału z wigilijnego stołu pozostały tylko wspomnienia. Także te dotyczące spróbowanych win.

Tak się dobrze składa, że w trakcie Świąt wychyliłem kilka doprawdy ciekawych kieliszków. Na nie też przyjdzie pora na blogu - dziś bowiem dwa słowa o winie, które piłem chwilę wcześniej, podczas corocznego pieczenia pierników. Odkorkowaliśmy wówczas z Anią pochodzące z Montagne-Saint-Émilion, Chateau Fonguillon 2005.

Wspomniane wino to kupaż czterech szczepów, z których przeważa (co nie dziwi w kontekście apelacji) Merlot, którego w winie znajdziemy aż 70%. Poza tym - Cabernet Franc (15%), Cabernet Sauvignon (12%), Malbec (3%). Oczekiwania? Raczej średnio wygórowane; zależało nam na nietrudnym trunku, który jednak będzie mieć swój charakter. A werdykt? To akurat złożona kwestia.

Pierwsze wrażenia były raczej na plus, choć bez większych zachwytów - ciemne w kieliszku, zdecydowane w nosie, taniczne i zadziorne na podniebieniu. Dość wyraźnie w smaku zarysowywały się owoce, jednak momentami trudno było im przebić się przez alkohol (13%), który dominował nad całością. Wino długie; po pooddychaniu nabrało jeszcze ciekawszego charakteru.

W miarę upływu trunku z butelki kwestia jednoznacznej oceny Chateau Fonguillon stawała się coraz bardziej frapująca. I to nie ze względu na zawartość alkoholu, ale pewnie nie pozostało to bez znaczenia. Wino zdecydowanie nie służyło do beztroskiego przepijania, choć do medytacyjnego charakteru było mu daleko Czyli w sumie coś, na co liczyłem. Na pewno miało swój charakterystyczny rys - czego także w sumie oczekiwałem. Teoretycznie wszystko więc grało. A praktycznie?

Krótko - nie do końca odpowiadały mi smaki i aromaty, wśród których liczyłem na większą różnorodność i zdecydowanie bardziej wyczuwalną owocowość. Jasne, nie można mieć wszystkiego. Inną rzeczą jest, że chciałoby się. Żeby jednak nie wyjść na totalnego malkontenta, z czystym sumieniem mogę napisać, że Chateau Fonguillon 2005 to całkiem przyzwoite wino, ze swoistym charakterem. Stosunkowo płaskie, jednak w swoim segmencie cenowym zadowalające.

niedziela, 9 stycznia 2011

Trivento Shiraz Malbec 2009


Zazwyczaj, gdy będąc w towarzystwie nastrój nie sprzyja kontemplowaniu winnego trunku (umówmy się, że nie zawsze jest czas na wino trudne), decyduję się na butelkę któregoś z reprezentantów Nowego Świata, tusząc, iż zaproponowane wino spodoba się obecnym, ja zaś nie będę zmuszony nabywać Carlo Rossi, czy innej Sophii. No i przy okazji spróbuję kolejnego przyjemnego, nietrudnego i smacznego wina, co samo w sobie także bywa przedmiotem mojego szczególnego zainteresowania. Tak też - pokrótce rzecz ujmując - doszło do zakupu argentyńskiego Trivento.

W kieliszku wino nie zachwyciło, choć wyglądało przyzwoicie; kolor średnio dojrzałej wiśni, klarowne, może trochę nazbyt rozwodnione jak na Malbeca.

Nos dość jednowymiarowy; skojarzenia głównie pikantne. Na pierwszym planie trochę za dużo alkoholu, choć może temperatura wina była ciut za wysoka.

Usta to przede wszystkim żywa kwasowość, choć brak równoważącej jej słodyczy; wino zdaje się być nieułożone. Mało owoców, niewiele też czuć smaków charakterystycznych dla Shiraza. Przeważają aromaty ciemne (czekolada?). W dłuższej perspektywie niedojrzała wiśnia. Finisz długi; na plus zdecydowanie należy zaliczyć fajne, miękkie garbniki.

Trivento Shiraz Malbec 2009 okazało się słabym winem, przede wszystkim ze względu na swoją małą owocowość i ogólny brak harmonii (czyli de facto tych elementów, które stanowią o ogólnie pojętym charakterze win z Nowego Świata). Miękkie taniny i skojarzenia z czekoladą to trochę za mało.