Pierwsze koty za płoty! Winne Wtorki oficjalnie rozpoczęte, butelki australijskiego shiraza od McGuigana w paru polskich domach odkorkowane, można zacząć degustację!
Z tego co zdążyłem zauważyć, większość (wszyscy?) zainteresowanych zdążyła już opisać swoje wrażenia po degustacji pierwszego wspólnego - wirtualnie rzecz jasna - wina, stąd by być w stu procentach subiektywnym, powstrzymałem się od czytania ich opinii. Co przyszło mi z niemałym trudem. Stąd więc, by zaś dłużej się nie męczyć i móc zapoznać się z notkami degustacyjnymi wszystkich uczestników naszej zabawy, dorzucam swoje trzy grosze do dyskusji.
Kieliszek - kolor pełnej czerwieni, tu i ówdzie z ciemniejszym refleksem. Choć całość nieprzesadnie przekonująca; od shiraza oczekiwałbym bardziej zdecydowanej barwy. Mętnawe.
Charakter szczepu od razu za to czuć w nosie. Aromaty wędzone, w tle skojarzenia tostowe. Po zakręceniu kieliszkiem jest... gorzej. Buchnęło wędzarnią, zaplątały się tu i ówdzie czerwone przejrzałe owoce. Zrobiło się mało świeżo, widoki na dobre wino - marne.
Na podniebieniu zaskoczenie - jest całkiem (jak na wrażenia aromatyczne) nieźle. Wino jest stosunkowo miękkie, nieźle ułożone, momentami wręcz pluszowe. Wyważona, średniej długości końcówka współgra z miękkimi, niemal niezauważalnymi taninami. Zniknęły szorstkie i nieprzyjemne wrażenia znane z aromatu. Oto w ustach mamy bowiem całkiem niezłe, nowoświatowe, oparte na fajnej kwasowości i smaku dojrzałych czerwonych owoców wino. Nic filozoficznego, choć prostackim też bym go w sumie nie nazwał.
Moje odczucia po pierwszej odsłonie Winnych Wtorków są ambiwalentne. W skrócie próbowany shiraz można by określić tak: oko nieprzekonujące, aromat momentami odstręczający, usta poprawne choć bez większych zachwytów.
Werdykt? Ujdzie. Choć jednak trochę za drogo jak na takie wino (45 zł).
***
Z kronikarskiego obowiązku - z uwagi na aktualnie niedostępny dla mnie rocznik 2008, w Winny Wtorek opisałem wino z rocznika 2009 (również dopuszczonego do naszej zabawy).
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shiraz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shiraz. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 5 kwietnia 2011
niedziela, 9 stycznia 2011
Trivento Shiraz Malbec 2009
Zazwyczaj, gdy będąc w towarzystwie nastrój nie sprzyja kontemplowaniu winnego trunku (umówmy się, że nie zawsze jest czas na wino trudne), decyduję się na butelkę któregoś z reprezentantów Nowego Świata, tusząc, iż zaproponowane wino spodoba się obecnym, ja zaś nie będę zmuszony nabywać Carlo Rossi, czy innej Sophii. No i przy okazji spróbuję kolejnego przyjemnego, nietrudnego i smacznego wina, co samo w sobie także bywa przedmiotem mojego szczególnego zainteresowania. Tak też - pokrótce rzecz ujmując - doszło do zakupu argentyńskiego Trivento.
W kieliszku wino nie zachwyciło, choć wyglądało przyzwoicie; kolor średnio dojrzałej wiśni, klarowne, może trochę nazbyt rozwodnione jak na Malbeca.
Nos dość jednowymiarowy; skojarzenia głównie pikantne. Na pierwszym planie trochę za dużo alkoholu, choć może temperatura wina była ciut za wysoka.
Usta to przede wszystkim żywa kwasowość, choć brak równoważącej jej słodyczy; wino zdaje się być nieułożone. Mało owoców, niewiele też czuć smaków charakterystycznych dla Shiraza. Przeważają aromaty ciemne (czekolada?). W dłuższej perspektywie niedojrzała wiśnia. Finisz długi; na plus zdecydowanie należy zaliczyć fajne, miękkie garbniki.
Trivento Shiraz Malbec 2009 okazało się słabym winem, przede wszystkim ze względu na swoją małą owocowość i ogólny brak harmonii (czyli de facto tych elementów, które stanowią o ogólnie pojętym charakterze win z Nowego Świata). Miękkie taniny i skojarzenia z czekoladą to trochę za mało.
piątek, 1 stycznia 2010
Tytułem podsumowania
Choć zwyczaj nakazuje, aby wszelakie roczne podsumowania publikować jeszcze przed nastaniem nowego roku (co jednak często prowadzi do przesady i każe czytać tego typu publikacje przykładowo na początku listopada...), ja dla odmiany chciałbym zaprosić do przeczytania notki podsumowującej miniony rok właśnie teraz, w pierwszy dzień drugiej dekady lat dwutysięcznych. Trochę z przekory, trochę z braku czasu, trochę też z lenistwa. No i z wyrachowania także - mam ten komfort, że mogę zerknąć w podsumowania innych i się do nich ustosunkować :-)
Wino roku - białe
Bezsprzecznie Fehérvári Somlói Olaszrizling. Choć węgierskiego trunku próbowałem jeszcze w lipcu, a więc krótko po tym jak zainteresowałem się winami bliżej i łatwiej było mi o zachwyty, nie mając stosownych punktów odniesienia (nadal zresztą uważam się w tej materii za początkującego), to wrażenie jakie na mnie wywołał wciąż we mnie pozostaje. Z wielką chęcią spróbowałbym go raz jeszcze, co zresztą w 2010 roku uczynić planuję. Ciekawe, jak zasmakuje mi wtedy, w konfrontacji ze znacznie większą liczbą degustowanych w międzyczasie trunków. Wino absolutnie godne polecenia.
Wino roku - czerwone
T
u również nie mam wątpliwości. Na wyróżnienie zasłużyła portugalska Farizoa, pochodząca z regionu Alentejano, wyprodukowana w 2003 roku, ze szczepów Aragonêz (portugalska odmiana Tempranillo), Trincadeira i Alfrocheiro. Wina na łamach bloga jeszcze nie opisywałem, a to ze względu na to, iż degustacja odbyła się w Portugalii, w lizbońskim instytucie wina podczas naszych wakacyjnych wojaży, czekających wszak wciąż na szersze ich zaprezentowanie w tym miejscu.
Zatem tytułem zapowiedzi: w kieliszku ładna, pełna czerwień wespół z kolorem ciemnej herbaty; nos bardzo przyjemny i słodki (dżem truskawkowy, powidła śliwkowe), wpadający pod koniec w nuty bardziej pikantne. Usta jasne, harmonijne, z świetnie wyważonym poziomem kwasowości, bardzo charakterystyczne i fantastycznie owocowe. Wino wciąga niemal od razu, stosunkowo szybko się otwierając. Bardzo nasycone, wręcz przepełnione owocowymi nutami. Wszystko zestawione w proporcjach niemalże idealnych, podręcznikowych. Przy tym dalekie od banału, ba, ocierające się wręcz o geniusz prostoty. Cudo, nie wino!
Odkrycie roku
Feniks 2008. Zakupiony z ekscytacją właściwą nabywaniu nielicznych oficjalnie sprzedawanych trunków polskich, przy degustacji co i rusz dostarczał olbrzymiej porcji pozytywnych wrażeń. Najlepszy dowód na potężny potencjał polskiego winiarstwa. Znalazł uznanie wśród zawodowców podczas tematycznych festiwali (trzecie miejsce podczas międzynarodowego konkursu winiarskiego Vinoforum), zachwycił także miłośników wina, delektujących się trunkami w mniej profesjonalnym wydaniu (niespodzianka roku wg Sstarwines). Oby więcej takich win. I to z Polski!
Szczep roku
Shiraz. Nie był najczęściej przeze mnie próbowanym, za to bezsprzecznie najbardziej zapadającym w pamięć swoją różnorodnością i zdecydowanym charakterem. Potrafiący być zarówno łagodnie smukły jak i elegancko niepokorny. Wielowymiarowy, od razu rozpoznawalny. Dający dużo radości w odkrywaniu jego złożonego charakteru.
Rozczarowanie roku
Ponownie czas zagrać portugalską kartą. Bo w tej kategorii palma pierwszeństwa zdecydowanie należy się umiejscowionej w Porto słynnej winiarni Sandeman, którą razem z Anią wybraliśmy się zwiedzić, już po wizytach u kilku innych, nie mniej znanych producentów porto. Na miejscu okazało się, że marka i renoma winiarni mocno uderzyły do głowy jej pracownikom. Zero profesjonalizmu, lekceważenie gości, traktowanie z góry i wysokie ceny - przyznacie, że średnio to wygląda? Nie zabawiliśmy w Sandemanie za długo i wszystkim odradzamy wizytę w królestwie czarnej postaci z płaszczem. Profesjonalizm nie polega na zadzieraniu nosa, profesjonalizm to otwartość, życzliwość i właściwe wykonanie swoich obowiązków. Także tych pełnionych jako gospodarz.
Wino roku - białe
Bezsprzecznie Fehérvári Somlói Olaszrizling. Choć węgierskiego trunku próbowałem jeszcze w lipcu, a więc krótko po tym jak zainteresowałem się winami bliżej i łatwiej było mi o zachwyty, nie mając stosownych punktów odniesienia (nadal zresztą uważam się w tej materii za początkującego), to wrażenie jakie na mnie wywołał wciąż we mnie pozostaje. Z wielką chęcią spróbowałbym go raz jeszcze, co zresztą w 2010 roku uczynić planuję. Ciekawe, jak zasmakuje mi wtedy, w konfrontacji ze znacznie większą liczbą degustowanych w międzyczasie trunków. Wino absolutnie godne polecenia.Wino roku - czerwone
T
Zatem tytułem zapowiedzi: w kieliszku ładna, pełna czerwień wespół z kolorem ciemnej herbaty; nos bardzo przyjemny i słodki (dżem truskawkowy, powidła śliwkowe), wpadający pod koniec w nuty bardziej pikantne. Usta jasne, harmonijne, z świetnie wyważonym poziomem kwasowości, bardzo charakterystyczne i fantastycznie owocowe. Wino wciąga niemal od razu, stosunkowo szybko się otwierając. Bardzo nasycone, wręcz przepełnione owocowymi nutami. Wszystko zestawione w proporcjach niemalże idealnych, podręcznikowych. Przy tym dalekie od banału, ba, ocierające się wręcz o geniusz prostoty. Cudo, nie wino!
Odkrycie roku
Feniks 2008. Zakupiony z ekscytacją właściwą nabywaniu nielicznych oficjalnie sprzedawanych trunków polskich, przy degustacji co i rusz dostarczał olbrzymiej porcji pozytywnych wrażeń. Najlepszy dowód na potężny potencjał polskiego winiarstwa. Znalazł uznanie wśród zawodowców podczas tematycznych festiwali (trzecie miejsce podczas międzynarodowego konkursu winiarskiego Vinoforum), zachwycił także miłośników wina, delektujących się trunkami w mniej profesjonalnym wydaniu (niespodzianka roku wg Sstarwines). Oby więcej takich win. I to z Polski!Szczep roku
Shiraz. Nie był najczęściej przeze mnie próbowanym, za to bezsprzecznie najbardziej zapadającym w pamięć swoją różnorodnością i zdecydowanym charakterem. Potrafiący być zarówno łagodnie smukły jak i elegancko niepokorny. Wielowymiarowy, od razu rozpoznawalny. Dający dużo radości w odkrywaniu jego złożonego charakteru.
Rozczarowanie roku
środa, 14 października 2009
Palmento Settesoli Nero d'Avola Shiraz

Nazwa: Palmento Settesoli Nero d'Avola Shiraz
Pochodzenie: Włochy
Region: Sycylia
Apelacja: Indicazione Geografica Tipica
Szczepy: Nero d'Avola, Shiraz
Rocznik: 2007
Zakup: Alma (Renoma), Wrocław
Cena:
Włoskie Palmento Settesoli zakupiłem, będąc zainteresowanym połączeniem szczepu Shiraz z nieznanym mi do tej pory Nero d'Avola. Typowałem, że to odmiana raczej łagodna, mająca równoważyć silne i zdecydowane Shiraz. Okazało się, że jest wręcz odwrotnie - Nero d'Avola bywa do Shiraz często porównywany, jest szczepem dominującym, ekspansywnym i z charakterem. Jest typowo sycylijskim gatunkiem winorośli, oddającym charakter i ducha wyspy. Z tym większą ciekawością sięgnąłem do kieliszka z Palmento.
Wino prezentuje się klarownie, choć czerwieni długo trzeba szukać. Trunek ma bardzo ciemną, fioletową barwę, gdzieniegdzie wpada nawet w czerń. Przydymiona całość.
Nos ciemny, chropowaty, pikantny. Nuty pieprzu i ciemnych jagód. Choć w tle jest jakiś element łagodniejszy, nieprzewidywalny. Shiraz bywa miękki, bez dwóch zdań.
Na podniebieniu czuć słodycz (!). Stonowana budowa, ciemne smaki, pikantny i gorzki finisz. Wino jest zrównoważone, w smaku więcej jest elegancji i łagodności, szczególnie w porównaniu z agresywnym nosem. Więcej tu miękkości i tego szczególnego, ostro przyprawionego, aksamitu. Mocne taniny.
Palmento okazało się bardzo dobrym winem. Niepokorny nos zrównoważony łagodniejszym smakiem dał świetny, godny polecenia trunek. Polecam więc, a niejako w bonusie dorzucam ciekawostkę na temat domu winiarskiego Cantine Settesoli, odpowiedzialnemu za wyprodukowanie opisywanego trunku.
piątek, 14 sierpnia 2009
Lindemans Bin 50 Shiraz

Nazwa: Lindemans Bin 50 Shiraz
Pochodzenie: Australia
Region: prawdopodobnie blend z kilku regionów (Sunraysia, Padthaway, Coonawarra)
Apelacja:
Szczepy: Shiraz
Rocznik: prawdopodobnie 2005
Zakup: Winiarnia Pod Gryfami, Wrocław
Cena: 15,00 zł
Fantastyczną okazję, za jaką bez wątpienia mogę uznać wykorzystaną sposobność zwiedzenia piwnic Restauracji Pod Gryfami (z wiadomą piwniczką, jako punktem kulminacyjnym), postanowiłem uczcić lampką dobrego wina. Wybór padł na trunek australijski, z kilku zresztą powodów. Po pierwsze nie miałem wcześniej przyjemności smakować winnych wyrobów z krainy kangurów. Po drugie zaś - przyciągnął moją uwagę szczep, z którego wyprodukowano wino. Shiraz, jak wiadomo, jest szczepem złożonym, zdecydowanym i z mocnym charakterem, co doskonale wpasowywało się w nastrój i potrzeby wieczoru.
Mimo stosunkowo nikłej porcji światła dostępnej w otoczeniu, w kieliszku dostrzegłem jasny kolor buraczkowy, wzbogacony skórką średnio dojrzałej czereśni i migotaniem rubinu. Trunek klarowny, prezencja lekka.
Nos przyjemnie kwaskowy. Czerwone owoce z wybijającymi się na pierwszy plan nutami czereśni i kwaśnych porzeczek. Gdzieniegdzie motywy korzenne i pikantne, choć jak na ten szczep, dość nieśmiałe. Próba drugiego nosa to słodkie konfitury wiśniowo - porzeczkowe. Wespół z aromatem na kształt zapachu słodkiego chleba.
Usta szalenie aksamitne, pięknie krągłe. Jak na wino wyprodukowane ze szczepu Shiraz, Lindemans Bin 50 jest bardzo lekkie. Tanin ani chybi, nie uświadczysz. Całości dopełnia krótki, delikatny finał. Paleta smaków zawiera w sobie przede wszystkim ciemne owoce lasu, dopełnione korzennym rysem. Charakterystycznej chropowatości próżno się doszukiwać, choć czuć od razu, że to Shiraz. Wino dobrze wyważone, harmonijne.
Konstatacja jest prosta - australijski trunek mocno mnie zaskoczył. Delikatnością, lekkością, intrygującym niezdecydowaniem. Wino bardzo eleganckie, gustowne i miękkie. Polecam, jak nic.
środa, 22 lipca 2009
Golden Kaan Shiraz
Nazwa: Golden Kaan Shiraz
Pochodzenie: Republika Południowej Afryki
Region: Western Cape
Apelacja:
Szczepy: Shiraz
Rocznik: 2006
Zakup: Wrocław
Cena: Wino otrzymane w prezencie
Tym razem czas na pierwsze wino z Czarnego Lądu. Tu i ówdzie trunki pochodzące z Afryki cieszą się naprawdę sporą estymą, stąd też z radością powitałem przyjaciela, który zjawił się u mnie z butelką Golden Kaan Shiraz pod pachą. Tym bardziej, że było co opijać, ale to już historia na innego bloga.
W kieliszku ciemnowiśniowa barwa wpada w ciemny, podpalany karmin. Wino zdecydowane, harmonijne. Wygląda ładnie.
Nos to dominacja ciemnych i czerwonych owoców w pikantnej oprawie. Szlachetne nuty pieprzowe w drugim podejściu. Owoce lasu, kora, drzewo dębowe.
W smaku harmonia. Wrażenia wzrokowe i zapachowe współgrają z podniebieniem. Cóż na nim czuć? Ciemne owoce, jeżyny, jagody. Posmak owoców czerwonych. Akcenty mocnego drzewa, nutki cytrusów, gdzieś plącze się ciemne, dojrzałe jabłko. W stosunkowo długim finiszu przyjemny kwasek. Słuszna zawartość garbników. Naturalnie całość oprawiona pikantną melodią pieprzową, znaną już z zapachu. Wino, choć zdecydowane i posiadające pewien charakter, cechuje się dość zaskakującą lekkością, ba - krągłością nawet.
Golden Kaan Shiraz przyniósł sporą porcję ciekawych doznań. Mam nieodparte wrażenie, że w połączeniu z potrawą, afrykański trunek zdecydowanie by zyskał. Pozostawiam to sobie do sprawdzenia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)