Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hiszpania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hiszpania. Pokaż wszystkie posty

środa, 3 marca 2010

Los Molinos Reserva 2001

Nazwa: Los Molinos Reserva 2001
Pochodzenie: Hiszpania
Region:Valdepeñas
Apelacja: Denominación de Origen
Szczepy: Tempranillo
Rocznik: 2001
Zakup: Alma (Renoma), Wrocław
Cena:

Jako się rzekło, nastał czas nadrabiania blogowych zaległości. Tym razem kolej na Los Molinos, wino z jakże charakterystyczną etykietą. Choć wiatrak kojarzy się zwykle z Holandią, to jesteśmy w Hiszpanii i próbujemy jednej z flagowych marek regionu Valdepeñas. Tytułem wtrącenia dodam, że Los Molinos pierwszy raz próbowałem w Holandii kilka lat temu - zatem i wątek niderlandzki znalazł swoje rozwiązanie. Niedawno zaś mogłem przekonać się, czy moje ówczesne zachwyty (wino oceniłem na miarę swoich marnych umiejętności bardzo dobrze) pozostaną aktualne.

Oko bardzo zdecydowane i ciemne. Krwistoczerwone, mięsiste, o konsystencji niemal dżemu. Nos konsekwentny - czuć Reservę, czuć że wino swoje wyleżało. Ciężki, pełny, nasycony aromat, z dominującymi nutami dymu, tytoniu i śliwki z wędzonym boczkiem. Owoców nie uświadczysz, klimat wybitnie gęsty.

Na podniebieniu nadal ciemno, nadal piwnica. Spora doza ogólnie pojętej wytrawności wsparta mocarnymi taninami. Budowa ciemna i pełna, trunek długi i gruby. W finiszu ujawnia się kwasowa odsłona wina, zdecydowanie i konsekwentnie wieńcząca całość.

W miarę otwierania się wino nabrało pewnych lżejszych przymiotów - i to właśnie decyduje o klasie Los Molinos. Trunek pozostał ciężki, mocny i zdecydowany, natomiast zyskał drugi odcień, trochę jaśniejszy, lżejszy, mniej zobowiązujący. Mniej piwnicy, więcej konfitur. I to ta właściwość wina każe potraktować mi je jako trunek godny polecenia i wart swojej ceny. Choć gdyby nie to, i tak byłbym kontent. Wówczas jednak mielibyśmy do czynienia z winem jednowymiarowym, co mimo wszystkich swoich zalet, pozostawia jednak czasem pewien niedosyt.

sobota, 26 grudnia 2009

Valtier Utiel - Requena Reserva 2000


Nazwa: Valtier Utiel - Requena Reserva 2000
Pochodzenie: Hiszpania
Region:Utiel - Requena
Apelacja: Denominación de Origen
Szczepy: Tempranillo, Bobal
Rocznik: 2000
Zakup: wino otrzymane w prezencie
Cena:

Świąteczny nastrój poprzedniej notki na blogu okazał się mocno inspirujący. Na tyle, że postanowiłem zrobić kolejny kroczek w nadrabianiu zaległości jeśli chodzi o opisywanie kolejnych próbowanych win. A żeby nie spsuć przy tym pieczołowicie tkanej atmosfery Świąt, na tapetę idzie trunek, który otrzymałem w prezencie na Mikołaja. Czyli pozostajemy w temacie.

Wprawdzie Valtiera otrzymałem w (bardzo udanym, dodajmy) mikołajkowym prezencie, jednak przed przystąpieniem do zapisu wspomnień z nim związanych nie sposób było nie dowiedzieć się czegoś więcej o poziomie cenowym, który dotyczy tego wina. Jasne, prezent to prezent i kwestie finansowe powinny tu liczyć się najmniej, jednak jak wiadomo - trudno właściwie ocenić wino, nie znając, choćby pobieżnie, jego rynkowej wartości (patrz choćby świeżo opisana Quitana). W tym przypadku takową z grubsza poznałem i dla dobra dalszego opisu przyjmijmy, że Valtier to wino z gatunku tych niedrogich. I basta.

Oko nieuzbrojone zauważa, iż w szkle wino mieni się ciemnawą czerwienią, dla lepszego efektu tu i tam podpalaną. Całość nie jest jednak przesadnie intensywna, jest w tym jakaś doza klarowności.

Nos, jako przystało na leżakujące od dziewięciu lat wino, gęsty, różnorodny i ciemny. Czuć dąb, czuć tytoń, czuć kurz. W miarę upływu czasu i po solidnym zakręceniu kieliszkiem, na pierwszy plan wpadają nuty ostre i pieprzne, choć towarzyszą im wrażenia i słodsze. Gdybym miał zawiązane oczy, od razu powiedziałbym, że to Syrah. Choć wiemy, że nie.

W ustach wino bynajmniej nie traci. Czuć przede wszystkim suszone owoce i ciemne, mokre drewno. Pełne, krągłe, dobrze zbudowane. Zrównoważone, nie przesadnie natrętne taniny i średniej długości finał nadają trunkowi nieco lżejszego charakteru i stanowią ładną kontrę dla "piwnicy".

Jako drzewiej napisałem, istotnym wyznacznikiem jakości wina jest stosunek tejże do ceny. I choć w tym przypadku mamy do czynienia z podarunkiem, to bezczelnie pozwoliłem sobie zweryfikować ogólnie pojęty poziom cenowy opisanego trunku. Co jednakowoż egoistycznie sobie wybaczam. Gdyż dzięki temu mogę stwierdzić z czystym sumieniem, iż w tym roku Mikołaj naprawdę się postarał. I wyczaił naprawdę dobre, a do tego i tanie wino. Czapki z głów dla starego brodacza :-)

poniedziałek, 30 listopada 2009

Deski serów debiut, czyli kolejny wieczór winem znaczony

Nie tak dawno temu (umówmy się jednak, że nie wczoraj) zdobyliśmy się z Anią na zorganizowanie kolejnego wieczoru z winem w tle. Zaproszeni znajomi o formie spotkania zostali skutecznie poinformowani, co odnotowałem z radością, odbierając od nich płaszcze i jednocześnie przyjmując kolejne butelki, które miały być rzeczonego wieczoru sukcesywnie odkorkowywane.

Spotkanie postanowiliśmy z Anią uświetnić także i kulinarnie, co (przyznam z właściwą sobie skromnością) nam się udało. Żeby nie było wątpliwości - menu ułożyła i wdrożyła Ania; ja zadbałem ledwie o deskę serów, z pokorą oddając pole kulinarne narzeczonej (nie na stałe, żeby była jasność). Imprezie wyszło to na dobre - powodzeniem cieszyła się zwłaszcza pyszna sałatka z selerem naciowym w roli głównej oraz - a jakże! - fantastyczna pasta z awokado dekorująca grzanki, co ostatnimi czasy jest naszą ulubioną przekąską.

Same wina wyglądały zaś tak:


A jak smakowały? Po kolei:

Nazwa: Grão Vasco
Pochodzenie: Portugalia
Region: Dão
Apelacja: Denominação de Origem Controlada
Szczepy: Jaen, Tinta Roriz, Touriga Nacional
Rocznik: 2005

Wino, które mieliśmy pić okazję z Anią już w Portugalii. Spróbuję ocenić, nie zaglądając w pożółkłe karty mojego kajetu, na których opisy poszczególnych trunków coraz bardziej się zacierają (muszę w końcu zdobyć się na blogowe podsumowanie portugalskich wojaży) - ciekaw jestem bowiem porównania wrażeń.

Zaku
pione w Polsce Grão Vasco otworzyło nasze spotkanie. Jasnoczerwony kolor, klarowna prezencja, wiśniowa, jasna barwa. W aromacie nuty owocowe, lekkie, momentami rozproszone. W smaku przede wszystkim wiśnie, wzbogacone nienatrętną goryczką. Wino niezobowiązujące, lekkie. Nieszczególnie trudne, ale z drugiej strony niebanalne. Uniwersalne, ale nie prostackie. Nie każde lekkie i przyjemne wino można tak określić. Z ciekawostek: znawcy twierdzą, iż poza wymienionymi przeze mnie szczepami, do produkcji Grão użyto także szczepów Alfrocheio i Tinta Pinheira. Nie mnie polemizować - mnie raczej przyklasnąć za spore pokłady wiedzy i zachęcić pozostałych do przeczytania :-)

Nazwa: Château Laborie Côtes de Castillon
Pochodzenie: Francja
Region: Bordeaux
Apelacja: Appellation Côtes de Castillon Controlée
Szczepy: Merlot, Cabernet Sauvignon
Rocznik: 2005

Tym razem trunek z klasycznych, powszechnie znanych szczepów. Z drugiej strony - mocno wielowymiarowych (żeby nie było za łatwo). Wino zakupione w ramach wymyślonej przez Almę serii Portraits. O czym wspominam z, było nie było, kronikarskiego obowiązku.

W kieliszku o ton ciemniejsze od opisywanego tu portugalskiego poprzednika. Czerwień jest bardziej dostojna, ma więcej odcieni. Nos nasycony, ciemny, także z owocami. Na języku coś, co nazywam szlachetną goryczką. Pociągłe, smukłe o pełnym ciele. Mocne taniny i długi fini


Nazwa: Le Château de Corbières
Pochodzenie: Francja
Region: Langwedocja
Apelacja: AOC Corbières
Szczepy:
Rocznik: 2007

Drugie francuskie i zarazem trzecie łącznie smakowane przez nas wino pozostało niestety niewiadome w zakresie użytych w szlachetnym procesie wytwarzania trunku szczepów. Mając głęboką nadzieję, iż wykorzystane grona nie było podejrzanej proweniencji wątpliwego autoramentu, przechodzę do opisu wrażeń.

Najciemniejsza prezencja. Niemal czarna zawartość kieliszka z czasem tylko nieśmiało przebijającym się karminem bądź fioletem. Zapowiedź mocy. Nos równie niepokorny, tchnący powiewem gorzkim, zdecydowanym i potężnym. Na języku potwierdzenie - mocarne, silnie nasycone goryczką taniny harmonijnie korespondowały z wyraźnym posmakiem beczki i "wędzonym" charakterem całości. Tu nie ma mowy o żartach.

Nazwa: Templum Cabernet Sauvignon
Pochodzenie: Hiszpania
Region: La Mancha
Apelacja: Tierra de Castilla
Szczepy: Cabernet Sauvignon
Rocznik:

Po wytoczeniu najgroźniejszego oręża i winie niezwykle silnym, bałem się kolejnego trunku, wierząc w niezbadane moce każące odkorkowywać kolejne butelki zgodnie z ich wewnętrzną siłą i charakterem. Podświadomie czułem jednak, że hiszpański Cabernet Sauvignon przyniesie odrobinę wytchnienia i oddechu. Na szczęście - nie pomyliłem się.

Jaśniejsze w kieliszku, nęcąco miękkie w nosie, genialnie owocowe na języku - właściwie ten opis by wystarczył. Dawno nie piłem tak fantastycznie owocowego wina, oddającego naturalne aromaty właściwe czerwonym darom natury. Czereśnie, maliny, a nawet i truskawki. To wszystko i jeszcze więcej znajdziecie w cudownie kojącym i niewyobrażalnie nasyconym hiszpańskim Templum.

***

Właściwie każde z wyżej opisanych win z jakiegoś powodu godne jest polecenia. Gwoli sprawiedliwości nie piliśmy wina bezsprzecznie genialnego (mój zachwyt Templum kładę na karb pragnienia odreagowania po charakternym i bezkompromisowym Le Château de Corbières), tym niemniej nie przydarzyło się także nic godnego ubolewania. Wina wystawały jednak ponad przeciętną - pod tym zdaniem z czystym sumieniem (a także i z radością) niniejszym się podpisuję.

***
Deska serów? Pysznie tłusty ser pleśniowy z zieloną pleśnią, dojrzewający w winie twardy i wytrawny ser hiszpański, ser owczy z właściwą takowemu mleczno-słoną oprawą. Był to nasz debiut w tej materii i szczerze powiedziawszy, po krótkiej chwili odrzuciliśmy konwenanse, po kolei próbując każdego sera z każdym winem :-) O połączenia preferowane nie pytajcie - nie zawsze można wynotować wszystko, co by się chciało. Ogólnie wspomnienia i wrażenia jak najbardziej na TAK - to musi wystarczyć jako rekomendacja. Ba, jestem pewien, że wystarcza :-)

środa, 11 listopada 2009

W winnym niedoczasie

Nie da się ukryć, że w dzisiejszym świecie czas jest pojęciem coraz cenniejszym. Im bardziej robi się względny, tym więcej dla nas znaczy. Co i rusz staramy się wydzielić możliwie największą liczbę sekund, minut, godzin, ba - dni nawet, dla kolejnych naszych aktywności. Chcąc spełniać się na wielu polach i w wielu dziedzinach, jesteśmy wręcz skazani na czynienie wszystkiego z przysłowiowym zegarkiem w ręku.

Nie inaczej rzecz ma się w kontekście fascynacji winami. I o ile znajduję wciąż chwile (na szczęście), w których mogę poświęcić się degustacji i smakowaniu nowych trunków, tak z coraz większym poświęceniem i trudem przychodzi mi wykroić choć skrawek czasu na opisanie degustacyjnych wrażeń i doświadczeń. Stąd też wpis niniejszy załatwia kilka trunków za jednym zamachem, trochę nadganiając i nadrabiając zaległości (choć tych nie ubywa - coraz więcej win w moim notesie czeka na skrzętne ich opisanie na łamach bloga). Do rzeczy zatem.

Afrykańskie Hippo Hole polecił mi przyjaciel, wielki miłośnik trunków z czarnego lądu. Sam pewnie bym nie nabył, zwłaszcza, że buszowałem wówczas wśród półek z asortymentem francuskim, mocno wszak nęcącym. Po zdecydowanej rekomendacji ugiąłem się jednak i stałem się posiadaczem wina z Afryki. Czy szczęśliwym, miało okazać się niebawem.

W kieliszku ciemnoczerwony, wpadający momentami w fiolet. Klarowne? Raczej średnio. Nos umiarkowanie nasycony, kwaśno - owocowy. Nuty wiśni, czarnych porzeczek. Jagody? Na etykiecie producent nimi się chwali, ja przyznam szczerze - takowych nie wyczułem.

Na podniebieniu sporo kwasu. Średnia budowa, stosunkowo mocne taniny. Goryczki niewiele, choć jest charakterystyczna. Ogólnie wino jest niezłe - wielkich uniesień nie dostarcza, ale polecić można je z czystym sumieniem.

Kilka dni później, do kolacji na którą wybraliśmy się z Anią do jednej z wrocławskich restauracji, podano nam stołowe wino włoskie. Z uwagi na dania (łosoś, szpinak, indyk, ser) oboje postawiliśmy na białe. Poza dwoma tymi jego przymiotami nie byliśmy ustalić nic więcej na jego temat. Total no name. W sumie ciekawie, zwłaszcza przy degustacji.

W kieliszku lekko mineralne, ładnie słomkowe. Kolor średnio nasycony, acz wyraźny. Nos bardzo ciekawy i złożony: nuty agrestu i zielonych owoców, zaś po uwolnieniu estrów dodatkowo limonki i melona. Czy to na pewno wino stołowe?

W smaku aromaty znajdują swoje potwierdzenie. Czyli ponownie agrest i zielone owoce. W krótkim finiszu wyraźna nuta melonowa. Wino jest oleiste i tłuste w ustach, garbników nie odnotowałem. Samo w sobie zaprezentowało się interesująco, zaś z łososiem skomponowało się wręcz wybornie. Chapeau bas!


Trzecim i ostatnim zarazem winem, które zamierzam dziś opisać jest hiszpańskie Lar de Barros, które nabyłem w Centrum Wina we Wrocławiu podczas trwania akcji promocyjnej dla trunków hiszpańskich. Sporo sobie po nim obiecywałem, do degustacji przystąpiłem niezwłocznie.

W kieliszku prezentuje się bardzo ładnie. Jasny karminowy kolor, jest klarownie, ale i z odpowiednią dozą niepewności. Ciekawie.

Nos bardzo nasycony, wręcz puszysty. Czuć las, jagody, porzeczki, maliny. Bardzo zachęcająco. Drugi nos przynosi totalne zaskoczenie! Wyraźne aromaty beczki wsparte elementem wędzonym i tytoniowym. Owoców próżno szukać - bardzo intrygujące wrażenie.

Na podniebieniu wino zagrało nieprzyjemnie. Gorzkie, palące, z wciąż dominującymi akcentami dębowo - wędzonymi. Bardzo zdecydowane, słusznie zbudowane. Mocarne taniny. W toku otwierania się, wino jeszcze bardziej ujawniało charakter - jak nic niepokorne. Bardzo ciekawy trunek.

W tak zwanym międzyczasie win naturalnie przewinęło się dużo więcej, tym niemniej poprzestanę tu na opisie trzech wyżej wymienionych. Bardzo różnych, dostarczających rozmaitych wrażeń, kolejny raz ujawniających jak nieprzeniknionym światem jest rzeczywistość wina. Jeśli ktoś miał okazję próbować, zapraszam do dyskusji (szczególnie na temat Lar de Barros!). A jak ktoś zna nazwę włoskiego stołowego, zapraszam. Czeka nagroda :-)

środa, 21 października 2009

Laguna de la Nava


Nazwa: Laguna de la Nava
Pochodzenie: Hiszpania
Region: Valdepeñas
Apelacja: D.O. Valdepeñas
Szczepy: Tempranillo
Rocznik: 2008
Zakup: Alma (Renoma), Wrocław
Cena:

Etykieta z kaczuszką jak nic przykuwa uwagę. Przyznam, że kilkakrotnie podchodziłem do tego wina, za każdym razem kończąc w ręku z inną butelką. Tym razem nie wytrzymałem - postanowiłem spróbować Laguny, choćby dla kaczki właśnie. Jak czasem kończy się wybieranie trunku dla "okładki" wiadomo, jednak równie powszechnie znane jest powiedzenie, iż kto nie gra, ten nie wygrywa. Czas zatem zagrać.

W kieliszku wino prezentuje się ładnie, przejrzyście i czerwono. Miejscami ciemniejsze, w całości jednak stosunkowo klarowne.

Nos przynosi wrażenia zupełnie inne. Jest gęsto, przeciągle, nasycenie. Jakbym wąchał słoik dżemu truskawkowego. Uwolnione estry zakręciły nieco goryczką, dodały trochę wiśni, trąciły mokrą korą drzewa. Gęstości jednak nie ubywa, co rodzi pytania o smak - zwłaszcza w zestawieniu z lekkim okiem.

Na podniebieniu wino jest ewidentnie jasne. Dobrze zbudowane, nie przesadnie dominujące (jak nos). Słuszna porcja kwaśności, logicznie ściągające potem taniny. Jest lekko. Czuć młodą wiśnię.

W toku otwierania się z żalem stwierdziłem, iż wino traci. Napowietrza się miast szlachetnie ujawniać kolejne swoje walory. Traci na jakości, miast jej dyskretnie nabierać. Robi się gorzkie i kwaśno niemiłe, miast wypadkową dwóch tych smaków powalać. Początkowy więc werdykt "niezłe" zamieniam na "ujdzie w tłoku". Przy zgaszonym świetle niemalże. Nic szczególnego.


niedziela, 11 października 2009

Soldepeñas


Nazwa: Soldepeñas
Pochodzenie: Hiszpania
Region:
Apelacja:
Szczepy: Tempranillo, Garnacha
Rocznik:
Zakup: Restauracja Syriana, Wrocław (wino do obiadu)
Cena: promocyjne 5 zł

Winnych wrażeń co i rusz przybywa, zaś czasu na ich opisanie coraz mniej. Dostrzegam w tym złowrogą i dojmującą współzależność, przejawiającą się w brutalnie odwrotnej proporcjonalności. Z tego też powodu zapewne najbliższe wpisy na blogu pojawiać się będą nie tylko rzadziej, ale i w kolejności, która z chronologią wiele wspólnego mieć nie będzie.

Dziś jednak, na przekór rzeczywistości spróbuję opisać trunek, degustowany w dniu dzisiejszym właśnie. Co więcej - do obiadu.

O samym posiłku słów kilka dla wyjaśnienia. Tym razem nie pichciliśmy bowiem z Anią samodzielnie, a pozwoliliśmy sobie na obiad w restauracji. Padło na "Syrianę", lokal, który mieliśmy już okazję onegdaj zwiedzić (ze skutkiem pozytywnym). Do zjedzenia wybraliśmy Sfihę i Batatę z pieca. Jak kto wnikliwy, niech sprawdzi co to takiego w internecie. Ja ograniczę się do lapidarnego stwierdzenia - do obu potraw wybrane wino nie pasowało. A jak smakowało? Opis poniżej.

W kieliszku klarowne, rubinowe, żywe i błyszczące. Co najważniejsze - zachęca.

Pierwszy nos fajnie owocowy, ale jakoś tak inaczej, niż "zwykle". Czerwone porzeczki? Truskawkowy mus? Aromat nierozproszony, choć lekki. Nos drugi wyraźnie alkoholowy, trunek ujawnia swą moc (okazało się, że ma 12,5%). Trochę ciemniejszych, gorzkawych nut.

Na podniebieniu wino jest harmonijne, lekkie i wyważone. Przyjemnie wytrawne, pozostawia w krótkim finiszu wrażenia goryczkowo - kwaśnawe. Alkohol nie razi, choć oddać trzeba - wino podano nieco nazbyt schłodzone. W smaku ciemne wiśnie mieszają się z zieloną papryką.

Hiszpańskie Soldepeñas nie porywa, choć kłamstwem byłoby określenie jego jako wina słabego. Trunek jest niezły i jako taki należy go rekomendować. Choć ciekaw jestem z jaką potrawą lepiej by się skomponował.

poniedziałek, 5 października 2009

Winnie, rodzinnie

Całkiem niedawno uczestniczyłem w spotkaniu rodzinnym, zorganizowanym z - co tu dużo pisać - okazji naprawdę zacnej. W szczegóły zbytnio się nie wdając, stwierdzić należy, co następuje: odkorkowaliśmy cztery butelki z winem, co z jednej strony uświetniło i tak doskonałe popołudnie (ostatni weekend września; pamiętacie tę piękną pogodę?), z drugiej zaś dostarczyło kolejnej porcji materiału na bloga. Mając więc wciąż w pamięci niedawne portugalskie wojaże (i je opiszę, gdy tylko czas pozwoli), przyszło mi próbować kolejnych trunków.

Nazwa: Marqués de Caranó Gran Reserva
Pochodzenie: Hiszpania
Region: Aragonia
Apelacja: Denominación de Origen Cariñena
Szczepy: Tempranillo
Rocznik: 2001
Zakup:
Cena:

Otwierające popołudnie hiszpańskie wino ładnie, zdecydowanie prezentuje się w kieliszku. Ciemnoczerwone, w niewielkim stopniu klarowne, dostojne.

W bukiecie owocowe, skoncentrowane, z nutą przypraw. Ciekawe.

Podniebienie - pełna, krągła budowa, zdecydowany charakter, czerwone i ciemne owoce (porzeczka, wiśnia). Nuty pikantne. Średniej długości finisz, takież taniny.


Nazwa: Bordeaux Kressmann Rouge Grande Reserve
Pochodzenie: Francja
Region: Bordeaux
Apelacja: Bordeaux Appellation Origine Controlée
Szczepy: Merlot, Cabernet Sauvignon
Rocznik: 2007
Zakup: Sklep spożywczy, Olesno
Cena: 37,00 zł

W kieliszku opisywane Bordeaux wyglądało trochę klarowniej od degustowanego wcześniej
Marqués de Caranó. Więcej czerwieni, więcej jasności. Nieco mniej pełnego charakteru.

Nos potwierdza wrażenia wzrokowe; wyczuwalny lżejszy bukiet czerwonych owoców; bliżej temu do czereśni, niż wiśni. Aromaty nierozproszone.

Na podniebieniu ciekawie - więcej goryczki, słusznej długości finisz. Podobna, pełna budowa. Wino ma więcej akcentów gorzkich, co interesująco wypada w zestawieniu z lżejszym aromatem.


Nazwa: Württemberg Winzergilde Besigheim Schwarzriesling
Pochodzenie: Niemcy
Region: Wirtembergia
Apelacja: Bordeaux Appellation Origine Controlée
Szczepy: Pinot Meunier (Schwarzriesling)
Rocznik: 2007
Zakup:
Cena:

W porównaniu do wcześniej degustowanych trunków, Schwarzriesling niezbyt ucieszył oko. Raczej rozwodniony kolor ciemnawej czerwieni, co więcej - mało zachęcający, kojarzący się na pewno nie z najlepszymi winami. Nic to, wszak pozory mylą!

No, może nie tym razem. Gorzki, ziołowy nos plus trochę wiśni i truskawek. Rozproszony, niezdecydowany bukiet.

Na podniebieniu potwierdziły się wcześniejsze wrażenia. Szybko ulatnia się smak, czuć głównie gorycz i nieokreślony, niby-owocowy posmak. Niezdecydowana budowa, nuty alkoholowe, o taninach można pomarzyć.


Nazwa: Varna 1444 Last Harvest
Pochodzenie: Bułgaria
Region:
Apelacja:
Szczepy:
Rocznik: 1444 :-)
Zakup:
Cena:

Cóż napisać o Varnie, "winie", które zna każdy z mniej lub bardziej udanych imprez, gdzie bułgarski produkt był jednym, obok wódki i piwa, z niezbędnych warunków oszukania własnego błędnika? W kieliszku rozwodniona czerwień, w aromacie sporo chemii, w smaku zaś słodkawo-kwaśna mikstura, której winem nazwać nie sposób, jednak jej spożywanie na zasadzie popijania czegokolwiek wychodzi całkiem nieźle. I chyba takiej definicji należy się trzymać, wówczas można przełknąć i ten kęs.

Patrząc całościowo na owo, było nie było, winne popołudnie, stwierdzić należy - wina podawane były w kolejności odpowiadającej jakości na zasadzie: najlepsze na wejście. O ile miałbym problem w rozgraniczeniu, czy lepsze jest opisane wyżej Bordeaux, czy może jednak Marqués de Caranó, tak co do pozostałych dwóch win wątpliwości nie mam. Lepsze (choć wcale nie dobre) zostało podane wcześniej.

Tak czy owak - spotkanie udane, dwa świetne wina spróbowane (polecam szczerze). Dwa pozostałe przysłużyły się dobremu nastrojowi ogółu, co także odnotować należy, gdyż kwestia to istotna.

piątek, 25 września 2009

I'm back

Choć mówimy o urlopie, mimo wszystko dobrze jest kiedyś wrócić. Na przykład po to, by opisać wrażenia na blogu. A tych było niemało. Również związanych z winem, co oczywiście cieszy.

Po blisko dwóch tygodniach spędzonych w Portugalii (a także częściowo w Hiszpanii) naprawdę jest o czym pisać. Reminiscencji pojawi się więc tu zapewne sporo. Siłą rzeczy będą dozowane; czas uparcie nie pozwala na całościowe, bardzo obszerne, ogarnięcie tematu. Z drugiej jednak strony, dzięki temu istnieje większa szansa na to, że nie pominę czegoś istotnego, nie umknie mi ważny szczegół.

Spróbowałem równo 30 win. Białych, różowych, czerwonych; także porto. Pijałem w lokalach, winiarniach, czy w rozmaitych instytutach win. Pijałem także trunki zakupione samodzielnie, trochę na chybił trafił. Choć naturalnie to ledwie skromny wycinek całości (nie wiem, czy nie mniej), to pewne zdanie o portugalskich winach mogłem w sobie jeśli nie wyrobić, to przynajmniej zarysować. Co uważam już za spory sukces.

Niebawem pojawią się tu wspomnienia, spisywane prosto z zeszytu, w którym skrzętnie notowałem spostrzeżenia i wrażenia podczas degustacji win. Będą także i inne, ale na razie o tych sza. Tymczasem (na zachętę) widok na dachy winiarni z panoramą Porto w tle:


I trzy kieliszki dumy Porto, każdy innego rodzaju:


Rozwinięcie już niebawem.

wtorek, 25 sierpnia 2009

Gotín del Risc Mencía


Nazwa: Gotín del Risc Mencía
Pochodzenie: Hiszpania
Region: León
Apelacja: Bierzo Denominación de Origen
Szczepy: Mencía
Rocznik: 2006
Zakup: Wina i Specjały, Wrocław
Cena: 37, 90 zł

***Opis w przygotowaniu***



środa, 1 lipca 2009

Pedrera Monastrell

Nazwa: Pedrera Monastrell
Pochodzenie: Hiszpania
Region: Murcja, Walencja
Apelacja: Jumilla, D.O.
Szczepy: Monastrell
Rocznik: 2007
Zakup: Winarium Marka Kondrata, Wrocław
Cena: 24,99 zł

Miałem wielką nadzieję, że w tym poście opiszę wrażenia z degustacji jednego z niedawno wyprodukowanych polskich win. Poszukiwałem usilnie takowych zarówno we Wrocławiu, jak i w Warszawie. Bezskutecznie niestety – chyba przyjdzie mi zamówić butelkę on-line (o ile zdążę). Bez większych rozterek jednak zwróciłem się ku Hiszpanii. Wszak to kierunek winny wielce pociągający.

Pedrera Monastrell to wino o bardzo ładnej, wiśniowej barwie. Pięknie się mieni, w idealnym stopniu wręcz klarowne. Umiarkowana intensywność, ma w sobie dozę delikatnej elegancji. Połyskuje rubinem.

W pierwszym zetknięciu z nosem zdecydowanie wyczuwa się dojrzałą wiśnię. Bukiet lekki, delikatny, ujmujący. Brak aromatów rozpraszających uwagę. Po uwolnieniu estrów ujawnia się cała gama nowych zapachów, z dżemem wiśniowym na pierwszym planie. Ogólnie czuć tu słodkie, czerwone owoce. Plus kurz i słońce.

W smaku zaskoczenie. W pierwszym bowiem kontakcie wino wydaje się nijakie, pozbawione wyrazu. Trunek jest lekki i raczy nas sporą dozą kwasowości. Słuszna zawartość garbników. W zdecydowanym finiszu dominuje biała skórka grapefruita, czyli kwasowość z goryczą (Ania). Od siebie dorzucam nuty startych skórek pomarańczy i cytryn; ogólnie cytrusów. Wg Ani w ustach wino prezentuje się raczej nieprzyjemnie, nienaturalnie, mimo swojej lekkiej budowy. Nie do końca zgadzam się z jej opinią, choć przyznaję, że jestem trochę skonfundowany. Zwłaszcza w zestawieniu aromatu ze smakiem.

Pedrera okazała się doskonałym winem do… nauki win. I poznawania ich nieprzeniknionego charakteru. Trunek mocno zaskakuje; ja zaś jestem ciekaw jak sprawdzi się przy jedzeniu. Mam nadzieję, że niebawem to sprawdzę.