Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Riesling. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Riesling. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 stycznia 2012

Cudze chwalicie... i słusznie. O słowackich winach słów kilka



Skoro napomknąłem tu już o niedawnych Świętach, nic nie stoi na przeszkodzie, by poruszyć temat pokrewny. W przerwie świąteczno-noworocznej udaliśmy się bowiem z przyjaciółmi na Słowację, by pojeździć na nartach i przywitać 2012 rok w górskiej atmosferze. Wypad był udany, stoki nawet nieźle przygotowane (choć Słowacy słono sobie liczą za możliwość poszusowania - zainteresowanych zapraszam na priv), towarzystwo ze wszech miar ukontentowane. Ja miałem jeszcze jeden powód do zadowolenia. No dobra, dwa. Oba opisuję poniżej.

Villa Vino Rača Rizling Rýnsky 2010 zakupiłem będąc ciekawym jak Słowacy z VVR interpretują jeden z moich ulubionych szczepów. Ogólnie przyglądając się winnej działalności naszych południowych sąsiadów, jakoś zawsze dobrze kojarzyłem czeskie Morawy i słowackie...? No właśnie. Małe Karpaty. Stamtąd zresztą pochodzi wspomniany Riesling.

Wino raczej nie zawodzi. W kieliszku złotawe z oliwkowym wtrętem, nos z kolei bardzo zielony, zapowiada sporą kwasowość. Ta rzeczywiście daje o sobie znać na podniebieniu, choć wyraźnie wyczułem także... rzeżuchę (co już raz mi się kiedyś zdarzyło, po wyraźnej zresztą sugestii winnego interlokutora - pozdrowienia, Piotr). Wino może rzeczywiście odrobinę nazbyt kwasowe, a przez to i nie do końca ułożone, natomiast w swoim segmencie cenowym wypadło naprawdę nieźle. Mogę polecić bez większych wątpliwości. Cudów nie ma, wstydu także nie.

Drugi z próbowanych przeze mnie słowackich trunków okazał się jeszcze lepszy. Co więcej, Matyšák Frankovka Modrá 2010 to jak na razie jedno z moich odkryć w 2012 roku.

W kieliszku podręcznikowo landrynkowe; róż przechodzący w pomarańczowy. Tu i ówdzie mignie bąbelek - podkreślenie lekko musującego charakteru całości. W nosie kwiaty, liczi i przede wszystkim - całe mnóstwo poziomek. Za słodko jednak nie jest, czuć że będzie kwasowo (niemal tak jak w ww. Rizlingu).

Na podniebieniu niespodzianka - wino jest bardzo pełne, niemal idealnie ułożone. Kwasowość zrównoważona, wino jest tyleż lekkie, co długie. Przy tym zachowuje krągłość, jest niemal oleiste. Smaki to przede wszystkim wspomniane już poziomki z dodatkiem jabłek, kwaskowych wiśni i - dających o sobie znać w delikatnym finiszu - skórek grejpfruta. Zaskakująco przyzwoite wino.

Tytułem podsumowania - dwa wina z Słowacji, dwa celne strzały. Różowy Matyšák okazał się lepszym w bezpośrednim starciu z Rýnskym Rizlingiem od VVR, jednak uczciwie przyznać trzeba - oba trunki wytrzymały próbę. Polecam szczerze, to naprawdę fajnie skrojone wina.

PS. A jeśli kogoś zainteresowała tematyka win słowackich, polecam serwis znajomego. Można dowiedzieć się paru ciekawych rzeczy.



wtorek, 3 maja 2011

Winne Wtorki (3): Markus Molitor Zeltinger Himmelreich Riesling Kabinett 2009

Po ostatnim, dość niefortunnym wpisie dot. Winnych Wtorków, miałem krótki, acz treściwy plan. Nadrobić zaległości związane z Mullygruberem i przystąpić do kontynuacji cyklu WW - tym razem z nowo wybranym do degustacji winem - Riesling Kabinett 2009 od Markusa Molitora.

Niestety. Rzeczywistość spłatała mi kolejnego figla (po mocno opóźniającym się kurierze z winem z Australii). Figiel ów jest tyleż uciążliwy, co długotrwały i z tego oto powodu na czas najbliższy będę zmuszony wycofać się z czynnego uczestnictwa w Winnych Wtorkach. Inicjatywę rzecz jasna całym sobą popieram; w najbliższej przyszłości bliżej mi będzie jednak do sympatyka, niż do zaangażowanego uczestnika.

Z kronikarskiego obowiązku będę odnotowywał tu kolejne edycje WW, linkując zarazem do opisów pozostałych zaangażowanych w zabawę blogerów. Mając przy tym nadzieję, że gdy już wrócę do czynnego w niej uczestnictwa, i tu zajrzy parę osób, chcących skonfrontować ze sobą parę opisów tego samego wina.

Miłej lektury:

Amarone
Białe nad czerwonym
Czerwone czy białe?
Kontretykieta
Nie zawsze wina
Jongleur
Książka i Wino
Nasze-wina.pl
Sstarwines
Uncle Matt in Travel
Viniculture

poniedziałek, 3 stycznia 2011

Wehikuł czasu, czyli podsumowanie 2010 roku

Po szaleństwach sylwestrowej nocy (w niepośledni sposób z winem związanej, ale o tym innym razem) czas najwyższy na ostatnie, tradycyjne już zerknięcie przez ramię i przytoczenie co ciekawszych wrażeń z minionego 2010 roku. Wydaje mi się, że tych było niemało, co w sposób oczywisty cieszy. Wybór rzecz jasna subiektywny.

Wino roku - czerwone

Gulfi Nero d'Avola Rossojbleo 2007 - zakupione przeze mnie po dłuższym czasie spędzonym w towarzystwie li tylko trunków austriackich. Szukałem w tamtym momencie wina złożonego, trudniejszego, mogącego dać mi trochę oddechu od charakterystycznych i dość jednowymiarowych win z posiadłości Johanna Gasslera. Otrzymałem to wszystko i jeszcze trochę więcej; próbowane przeze mnie Gulfi to wino ciekawe, zyskujące z czasem, wciągające. Zdecydowanie godne polecenia.






Wyróżnienia: 

Telavi Marani Akhasheni 2005 - wyróżnione de facto z jednego zasadniczego powodu: nie pomnę, bym próbował w ubiegłym roku innego wina półsłodkiego. Już sam ten fakt daje gruzińskiemu trunkowi pewną przewagę. Co jednak dużo ważniejsze - to wino jest po prostu bardzo dobre. Wyważone, wyprodukowane na bazie ciekawego szczepu (Saperavi), niezobowiązujące. W pewien jednak sposób intrygujące (nuty toffi w finiszu). A to wszystko przy nader przystępnej cenie.







Castello Monaci Pilùna Primitivo 2009 - które dostało się do podsumowania rzutem na taśmę; piłem je podczas spotkania sylwestrowego (o czym, zgodnie z zapowiedzią, niebawem będzie szerzej). Arcyciekawe wino; nos wprawdzie zredukowany, jednak usta - świetne. Harmonijne, bardzo interesująco się rozwijające, z dominującymi nutami wędzarni i pieprzu oraz świetnym atakiem garbników. W dłuższej perspektywie wyczułem aromaty ciemnych, czerwonych owoców; zdecydowanie frapujący trunek.





Wino roku - białe

Kendermanns Riesling Kabinett 2008 - w tej kategorii bezsprzeczny i niezaprzeczalny nr 1. Świetna równowaga, subtelna kwasowość, kapitalny finisz. Bardzo harmonijne wino, z jednej strony aksamitne i smukłe, z drugiej zaś nie tracące charakterystycznego dla szczepu pazura, który czyni trunek nieco niesfornym. To wszystko zaś otrzymujemy za butelkę wartą mniej niż 30 zł! Fantastyczny riesling.







Wyróżnienie:

Pinot Gris Jaworek 2009 - świetne wino, bez żadnej taryfy ulgowej dla jego "polskości". Ładny balans, ciekawy nos, bardzo dobrze zbudowane usta. Są aromaty typowe (gruszka, melon), są i elementy nieco bardziej intrygujące (pluszowy, odrobinę "zakurzony", zimny nos). Dobry prognostyk dla win Lecha Jaworka, z których kilka z rocznika 2009 wypadło cokolwiek ciekawie. Co zarazem dobrze wróży polskim winom w ogóle - progres jest widoczny.







Wydarzenie roku

Bez dwóch zdań - Grand Prix Magazynu Wino 2010. Listopadowe spotkanie, podczas którego, dzięki uprzejmości redakcji MW, miałem możliwość wypowiedzieć się na temat najlepszych win 2010 roku w Polsce, wspominam bardzo dobrze.Winiarskich wydarzeń w kraju mamy coraz więcej (i dobrze!), jednak w moim odczuciu trudno je porównać ze wspomnianym spotkaniem; głównie ze względu na realną możliwość oceny próbowanych win. Co dla blogera nadal pozostaje bardzo istotnym faktem.

Blog roku

Jako, że bloga sam prowadzę, często i chętnie zaglądam cóż ciekawego ma do powiedzenia "konkurencja" :-). A że ma do powiedzenia bardzo dużo i najczęściej bardzo interesująco, pomyślałem, że wskażę w tym miejscu 3 blogi, które w 2010 roku odwiedzałem najczęściej. Starając się autorom zanadto nie słodzić.

Moje Wina - w moim odczuciu absolutnie bezkonkurencyjny. Jest ciekawie, dowcipnie, merytorycznie. Co więcej - pomysł cały czas jest rozwijany. Zainteresowanych odsyłam do Wine Zine, czyli kontynuacji i rozszerzonej wersji bloga.

Wine Notes - czyli jak z prostego dziennika internetowego dokumentującego spróbowane wina zrobić bloga, na którym relacje podróżnicze mieszają się z felietonem, a winne dylematy sąsiadują z opisem winiarskich wydarzeń w skali kraju. Wszystko na niezmiennym, wysokim poziomie.

Białe nad Czerwonym - gdzie wino jest pretekstem do poznawania i opisywania coraz to nowych wrażeń. W większości rzecz jasna związanych z winem właśnie, zdarzają się jednak i inne alkohole (nalewki, piwa), czasem autor zahaczy o stricte kulinarny temat (jak gęsina), bywa, że zachęci do przeczytania książki (oczywiście związanej z kuchnią). Całość z silnym wskazaniem na Italię.

Rozczarowanie roku

Ceny win w Polsce - choć sporo mówi się o rosnącej konsumpcji wina w naszym kraju, udanie debiutują na szerokim rynku rodzimi winiarze, tematycznych blogów zaś przybywa, poziom cen w dalszym ciągu potrafi odstraszyć konsumentów od półek z winnym asortymentem. Ze szczególnym wskazaniem (niestety) na wina polskie, za które wszyscy sporo przepłacamy. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że sytuacja ulegać będzie systematycznej poprawie, choć na większe zmiany w temacie specjalnie się nie nastawiam. W tym kontekście udanie radzą sobie dyskonty (z "Owadem" na czele), proponujące nierzadko ciekawe wina w przystępnych cenach.  

piątek, 17 grudnia 2010

Letnie Reminiscencje, cz. 6: swoje (jednak) chwalicie

Szybki powrót do win sprzed kilku miesięcy. A zarazem i zmiana winnego kierunku. Po Gruzji wracam bowiem do... Polski. Coraz więcej rodzimych win na rynku, coraz ciekawsza oferta, w której można wybierać. Dość powszechnym mankamentem polskich trunków jest ich zbyt wysoka w stosunku do jakości cena; z drugiej zaś strony mamy wiadomy efekt marketingowy plus jednak wciąż ich niewielką ilość dostępną na rynku. Jak wcześniej już sygnalizowałem, udało mi się spróbować pięciu polskich win: dwóch z Winnicy Płochockich oraz trzech z podwrocławskiej posiadłości Lecha Jaworka.

Seyval Blanc 2008 (Winnica Płochockich) - pierwsze wino z posiadłości Płochockich, które przyszło mi wypróbować. Nie ukrywam, byłem mocno ciekaw; Państwo Płochoccy są z reguły chwaleni za swoje dokonania w dziedzinie wyrobu własnych win, uchodząc za bodaj najbardziej intrygujących winiarzy w naszym kraju. Znawcą tematu z pewnością nie jestem, natomiast pobieżne zapoznanie się z tematem rozbudziło nadzieje i apetyty.

Oko pełne bąbelków; kolor jasnozłoty, wpadający tu i ówdzie w ton ciemniejszy żółcień. Nos - o dziwo - zapowiada mineralny charakter wina, jest kłująco świeży i bardzo zielony. Wieszczy sporą kwasowość.

Usta w pierwszym podejściu rzeczywiście ciut nazbyt kwasowe. Ciało kruche, choć pociągłe; w pewnym stopniu mleczne. W średniej długości finiszu wyczuwalna spora goryczka. Z czasem wino otwiera się, układa, proporcje kwasowości, goryczy i słodyczy zdają się być coraz lepiej zestawione. Skojarzenia smakowe - przede wszystkim agrest.

Ogólnie wino oceniam jako niezłe; nie zachwyciło, ale i wstydu nie było. Powtórzę jednak moje zastrzeżenie - za 49 zł można nabyć o niebo lepszy trunek. Za to niekoniecznie z Polski - coś za coś.

Sibera 2008 (Winnica Płochockich) - w kieliszku wino prezentuje się zachęcająco; trunek ma jasnożółty, ale zarazem i nasycony kolor, wzbogacony złotooliwkowym refleksem. Aromat zimny, jakby trochę zakurzony, skojarzył mi się z Welschrieslingiem; w drugim podejściu ujawniły się akcenty trochę słodsze, z gruszką i melonem na pierwszym planie.

Usta zbudowane na solidnym, kwasowym kręgosłupie; nie przesadnym jednak, jak w przypadku Seyval Blanc. Harmonijne, wyważone ciało, całość lekka i niezobowiązująca. Słusznej długości finisz; skojarzenia smakowe wędrują głównie w kierunku zielonych owoców, na czele z jabłkami. Bardzo świeże.

Krótko mówiąc - sensowne, ciekawe i naprawdę godne polecenia wino. W tym przypadku obiegowa opinia o Płochockich zdecydowanie znalazła swoje odzwierciedlenie w jakości wina.

Riesling 2009 (Winnice Jaworek) - po ubiegłorocznej przygodzie z Rieslingiem od Jaworka byłem bardzo ciekaw jak winiarze z Miękini poradzili sobie z tą odmianą w roku kolejnym. I czy o spróbowaniu wina nadal będziemy mieli zadowolone, ale i kwaśne miny?

Na pierwszy rzut oka jest ładnie. Jasnozłoty kolor, wino zabąblowane aż miło. Nos klasyczny, z jabłkiem na pierwszym planie. Choć gdy wino pooddychało, zrobiło się trochę za słodko: sporo gruszki i melona.

Usta w pierwszym kontakcie nie przekonują. Smukłe, pełne, ciut nazbyt dojrzałe. Kwasowość tym razem schowana pod pokładem sporej ilości słodyczy, jabłko w tle jakoś nie może przebić się na pierwszy plan. Wino jest stosunkowo wyważone i średnio długie, natomiast brakuje mi w nim wyrazu, mało w nim orzeźwienia.

Trunek sprawia wrażenie poprawnego, ja jednak mam przekonanie, że tak jak w trudnym 2008 roku Jaworek musiał tłumić rozszalałą kwasowość swojego Rieslinga, tak w lepszym 2009 postanowił za wszelką cenę jej uniknąć. Efekt? Poprawne wino, bez większych uniesień. Na pewno warto spróbować, ponownie jednak warto zapytać o cenę. W tym przypadku to 53 zł. Aż.

Pinot Gris 2009 (Winnice Jaworek) - oko jasne, pełne, mineralne; skojarzenia z jasną brzoskwinią. Nos zimny, nieco zakurzony, trochę też pluszowy (przypomina Welschrieslinga); skojarzenia aromatyczne wędrują w stronę gruszki.

Na podniebieniu wino jest miękkie, smukłe i długie. Kwasowość utrzymana w ryzach, dobrze koresponduje z pozostałymi przymiotami trunku; jest harmonijnie i równo. Czuć przede wszystkim białe i żółte owoce (gruszka, melon, morela).

Opisywany Pinot zaprezentował się naprawdę dobrze. Ciekawe, wyważone, warte uwagi wino. Polecam zdecydowanie.

Traminer 2009 (Winnice Jaworek) - ostatnia butelka w moim mini-panelu win polskich. W kieliszku kolor jasnego miodu, prezencja lekka. Nos ciekawy, pełny, złożony; skojarzenia z gruszką i dojrzałym jabłkiem. Aromatycznie.

Usta mocno nasycone owocem, smukłe, pełne. Sporo słodyczy, ale w przesadę wino zdecydowanie nie wpada. Ponownie na pierwszy plan wybija się gruszka, wyczułem także nuty melonowe. Wino średnio długie, z ciekawą i kontrastującą goryczką w finiszu.

Traminer 2009 okazał się, podobnie jak Pinot Gris, ciekawym i wartym uwagi winem. Być może trochę nazbyt jednowymiarowym w ustach, na pewno jednak udanym. Warto spróbować (45 zł).

Konkluzja odnośnie powyższego nie jest łatwa; spróbuję jednak kilka sformułować parę myśli o charakterze ogólnym. Przede wszystkim - w Polsce robi się naprawdę coraz lepsze wina. Nie miałem wprawdzie okazji próbować nazbyt wielu rodzajów trunków powstałych na polskiej ziemi, jednak te które piłem, wypadły interesująco. Opisane wyżej Pinot Gris i Traminer to przykłady smacznych i ciekawych win, których nie ma powodu się wstydzić. Podobnie rzecz ma się z Siberą - tym bardziej godną uwagi, że pochodzącą z trudniejszego, 2008 roku (co z kolei potwierdza talent i jakość pracy Państwa Płochockich).

Na przyszły rok życzyłbym polskim winom przede wszystkim niższych cen, choć z drugiej strony nie mam wielkich złudzeń w tej materii. Sam mam nadzieję, że przyjdzie mi próbować win nie tylko z dwóch, najbardziej znanych na polskim winnym rynku, stajni.

Polska powszechnie uznanym krajem winiarskim nie jest i pewnie długo nie będzie. O krajach "niewinnych" niedawno ciekawie pisał na swoim blogu Maciek Klimowicz. Kropla jednak drąży skałę, stąd trzymam kciuki za rodzimych winiarzy i wina, które dla nas przygotują. Jak na razie, z perspektywy prostego konsumenta, temat wygląda obiecująco.

niedziela, 24 października 2010

Letnie Reminiscencje, cz. 3: Rudolf Müller Riesling Kabinett 2007

Choć jesień mamy tego roku naprawdę piękną, gdzieś tam tęsknię za latem. I do momentów, w których przychodziło mi szukać orzeźwienia, dajmy na to w butelce białego niemieckiego. Tym, z jednej strony lakonicznym, z drugiej zaś trywialnym stwierdzeniem, chciałbym w ramach mojego mini-cyklu o winach z wakacji, opisać kolejny spróbowany przeze mnie wówczas trunek.

To ciekawe, ale pamiętam dobrze dzień, w którym nabyłem tego rieslinga z winnicy Rudolf Müller znad Mozeli. Szukałem czegoś adekwatnego do temperatury panującej w tamto lipcowe popołudnie, z uwagi zaś między innymi na obficie skraplający się na moim czole pot, z definicji odpuściłem sobie czerwone, nie tylko wytrawne. Gdy przechadzałem się wśród półek z asortymentem niemieckim, zdałem sobie sprawę, że mój organizm powiedział "basta!". I stanowczo zaczął domagać się rieslinga, jakiegokolwiek. Wychodząc ze sklepu z opisywanym Kabinettem, miałem tylko nadzieję, że wino nie będzie przekombinowane. Przyznacie, że nie można nazwać tych oczekiwań wygórowanymi.

Jak miało się niebawem okazać, wino okazało się przyjemnie proste (nie prostackie!). Złotawe w kieliszku, naturalnie klarowne, choć z trochę gęstszą łzą. Nos aksamitny, z dominującym na pierwszym planie jabłkiem. Świeży kształt całości. Na podniebieniu rześkie i zielone, ale nie przesadnie kwasowe. Mleczne, oleiste akcenty przyjemnie kontrastowały z zielonym smakiem wina. W dłuższej perspektywie wyczułem aromaty gruszki i melona.

Wino na pierwszy rzut oka bez historii - przyjemne, ot co. Całość podsumować można by krótko. Rudolf Müller Riesling Kabinett 2007 to naprawdę fajnie skrojone wino na lato. I na tym można by poprzestać.

Choć ja mam w głowie jeszcze jedną myśl.

Spróbować tego trunku głęboką zimą. Gdy śnieg będzie trzeszczeć pod nogami, siarczysty mróz szczypać w policzki, a ludzie będą ślizgać się na oblodzonych chodnikach. Bardzo jestem ciekaw jak wtedy posmakuje mi zamknięte w winie orzeźwiające zielone jabłko z melonowym akcentem. Może warto przełamać w ten sposób stereotypy?

czwartek, 2 września 2010

Nie tylko wspomnienia

Jakoś tak wspominkowo się zrobiło tu ostatnio. Trudno jednak o inne nastroje, wszak przez kilka miesięcy blogowego milczenia nie siedziałem zamknięty na cztery spusty o chlebie i wodzie; teraz zaś spiesznie usiłuję opisać co ciekawsze butelki. Tym razem jednak, dla odmiany, coś w rodzaju zapowiedzi. Kilka dni temu stałem się oto bowiem szczęśliwym posiadaczem kilku butelek polskiego wina.


Temat nie jest zapewne jakoś szczególnie odkrywczy, znawców z nóg zwalać nie może, a jednak wciąż czuję sporą dozę ekscytacji na myśl o obcowaniu z winami wyprodukowanymi z gron wyrosłych w polskich winnicach. Zwłaszcza, że do tej pory przydarzyło mi się to raptem dwukrotnie.

Tym większe moje oczekiwania, że udało mi się dorwać dwa wina z powszechnie u nas chwalonej Winnicy Płochockich; pozostałe trzy butelki pochodzą z oferty Winnic Jaworek. Pełna lista moich zakupów przedstawia się następująco:

Riesling 2009 (Winnice Jaworek)
Pinot Gris 2009 (Winnice Jaworek)
Traminer 2009 (Winnice Jaworek)
Seyval Blanc 2008 (Winnica Płochockich)
Sibera 2008 (Winnica Płochockich)

O roczniku 2008 wiem tyle, że podobno nie był najlepszy. Próbowane do tej pory dwa Jaworki z tegoż roku moim zdaniem były niemalże wyśmienite, co dobrze wróży przed odkorkowaniem win z roku ubiegłego. Internet z kolei podpowiada, że Płochoccy z rocznikiem 2008 poradzili sobie nader udanie, co także wpisuje się w pozytywny nurt oczekiwań.

Trudno zapewne będzie mi uwolnić się od uporczywej myśli, że oto degustuję polskie wino; mniemam, że opinia (wsparta solidną porcją autosugestii) z urzędu będzie pozytywna. Od czegoś trzeba wszak zacząć. Zwłaszcza, że poziom - nie tylko wina - ulega systematycznej poprawie.

niedziela, 30 sierpnia 2009

Polskiego Rieslinga kulinarna moc

Jako wcześniej się rzekło, a nawet i napisało, przyszedł czas na zestawienie Rieslinga 2008 z Miękini z potrawą. Dania właściwie wyszły nam dwa (i dobrze), z kronikarskiego obowiązku dodajmy, że już jakiś czas temu. Wiadomo jednak, jak dziś u wszystkich niemalże wygląda kwestia czasu (wiecznie go za mało). Stąd też tradycyjny zapis wrażeń trafia na blogowe szpalty z lekkim poślizgiem.

Pierwszym daniem, które zestawiliśmy ze wspomnianym polskim winem było jakże niepolskie... leczo. Przygotowane wg odmiennej nieco receptury (bez pomidorów!), z pewną premedytacją nie zawierające w sobie nadmiaru smaków kwaśnych. Wszak za to miał odpowiadać Riesling. Przepisu nie zdradzę (nawet gdybym chciał, to nie mogę - jego arkana zna Ania i to z nią należy kontaktować się w tym temacie), zaś napiszę z pełną odpowiedzialnością: połączenie ww. potrawy i trunku wyszło wyśmienicie. Danie było nieco tłuste (zgodnie z sugestiami winiarzy Lecha Jaworka), Riesling komponował się z nim doskonale. Co istotne - bez wina potrawa sporo traciła. Ot, ile znaczy właściwy trunku dobór.

Za drugim razem postanowiliśmy pojechać nieco po bandzie. Pieczony łosoś w sosie miodowo-sojowym z kiełkami i sezamem. Prawda, że brzmi dobrze?
Tu połączenie z kwasowym Rieslingiem wydało się równie uzasadnione. Fantastyczna potrawa, doskonała kompozycja. Polskie wino okazało się wyśmienitym do konsumpcji (weszło także w skład sosu do łososia), więcej - być integralnym składnikiem ww. dań. Bez niego obie potrawy traciły niemało, co tym bardziej łechce nasze poczucie próżności i kulinarne ego.

Riesling 2008 udanie przydał daniom kwasowych nut, czyniąc ich paletę smaków bogatszą i kompletną. Sam trunek przy daniach niewiele się zmienił. Więcej w nim było szlachetności, trochę jakby bardziej elegancki. Nie dał się daniom zdominować, zachowując charakter. Nie odnotowałem nowych barw, zarówno w nosie, jak i w ustach.

Tytułem podsumowania: absolutnie polecam.

niedziela, 23 sierpnia 2009

Riesling 2008


Nazwa: Riesling 2008
Pochodzenie: Polska
Region: Dolny Śląsk, Miękinia, Winnica Jaworek
Apelacja:
Szczepy: Riesling
Rocznik: 2008
Zakup: Wina i Specjały, Wrocław
Cena: 44, 90 zł

Do polskiego Rieslinga podchodziłem z wielkimi nadziejami, ale i obawami. Przeczytałem dziesiątki opinii na tematycznych portalach i blogach. Zapoznałem się z historią zeszłorocznych zbiorów w Miękini. Ponownie wgryzałem się w temat rieslingów jako takich - jakie właściwie to wina? Czym, do diabła, charakteryzuje się szczep? Czy to pewne informacje? Nieubłaganie zbliżała się chwila otwarcia butelki. Na co czekałem z równą temu niecierpliwością.

Przede wszystkim - bardzo ładny całokształt. Butelka, przepiękna (dedykowany projekt) etykieta, wykonany z dbałością korek. Czuć w tym staranność, wręcz pietyzm. Wiadomo, że to o niczym nie świadczy. Acz dodaje - jakże przyjemnych - wrażeń stricte estetycznych, co przy degustacji win nie pozostaje bez znaczenia.

Właśnie - degustacji. Riesling 2008 z Miękini to wino o podwyższonym poziomie kwasowości, co czyni go winem raczej nie degustacyjnym. Pisze o tym na etykiecie sam producent, proponując trunek jako na przykład podkreślenie tradycyjnych dań kuchni polskiej. Informacja to cenna, zważywszy, że wino zamierzałem tak czy siak skomponować z jakąś potrawą (ostatecznie towarzyszyło nam przy dwóch). Po kolei jednak.

Kieliszek. Ładnie, przejrzyście i klarownie. Ananasowa barwa, dekorowana złotymi nitkami.

Pierwszy nos jest świeży i rześki. Plątają się dźwięki kwaskowe, w tle jabłko z gruszką. Aromat delikatny, ale nie słaby; ma pewien charakter. Próba drugiego nosa przynosi słodki odcień (chwilowy), nad którym górę biorą kwasowe aromaty białych owoców. Z papierówką na pierwszym planie, choć mignie gdzieś tam i biały grejpfrut. Podmuchy lekkiej słodyczy, raczej jako dodatku do całości, nie zaś dominanty. Orzeźwiająca kwasowość.

Usta mleczne, pociągłe. Ciało umiarkowane, harmonijne, dobrze wyważone. Ciąg dalszy wrażeń zapachowych - nadal mamy białe owoce, nadal nad wszystkim góruje kwaśne jabłko. Niedługi finał. Kwasowość rzeczywiście podwyższona, choć bez przesady. Wino jak nic konsumpcyjne, ale degustacja przynosi także wiele dobrego.

Mam wrażenie, że gdyby Riesling 2008 z Miękini nie był polskim winem, oceniłbym go równie dobrze. Faktem bowiem jest, że wino jest udanie złożone, nie zawiera w sobie czynników rozpraszających całość i prezentuje się obiecująco. Na pewno jest w tym jakaś doza, a co tam - niech padnie to słowo, patriotyzmu, tym niemniej wstydu nie ma. Choć cena jednak odrobinę za wysoka (jak na takie wino). Nie żałuję jednak ani grosza. Niebawem zaś sprawdzę, jak Riesling 2008 łączy się z potrawami.

piątek, 21 sierpnia 2009

Stało się

Od kilku godzin jestem szczęśliwym posiadaczem polskiego wina stworzonego w Winnicy Jaworek w Miękini. Padło na Rieslinga, pozostałe (Pinot Noir Rose, Feniks, Pinot Gris) są w tym momencie już niedostępne; Chardonnay/Auxerrois zdaje się jeszcze nie ma w sprzedaży (branża mówi o końcu września). I choć szkoda mi niezmiernie win, których nabyć nie zdążyłem (ewidentnie zadziałało tu moje gapiostwo), to rad jestem wielce, że udało mi się zdobyć jeden z trunków z - co tu dużo pisać - historycznego, pierwszego oficjalnego rocznika win z Miękini.

O samym debiucie napisano już wiele, stąd też prawd powszechnie znanych niepotrzebnie powtarzać nie będę. Mam tylko nadzieję, że za Winnicą Lecha Jaworka pójdą inni i rodzimy przemysł winiarski nie będzie ograniczać się li tylko do importu. Na co zresztą mamy naprawdę spore szanse - polskie wina radzą sobie bowiem coraz lepiej. Podczas osiemnastej edycji międzynarodowego konkursu winiarskiego Vinoforum (odbyła się w Trenčínie na Słowacji, na początku sierpnia) zdobyliśmy tam aż 5 medali! Przyznacie, że robi wrażenie, prawda? Zwłaszcza jak na debiut.

Krótko mówiąc - jest dobrze. Jak na sytuację z ostatnich lat, wręcz bardzo dobrze. Przed nami sporo pracy, jednak wyraźnie widać, że coś drgnęło. A co? To sprawdzę niebawem, degustując polskiego rieslinga!

środa, 12 sierpnia 2009

Michel Schneider Riesling Pfalz


Nazwa: Michel Schneider Riesling Pfalz
Pochodzenie: Niemcy
Region: Pfalz
Apelacja:
Szczepy: Riesling
Rocznik: 2008
Zakup: Alma (Renoma), Wrocław
Cena: 22,80 zł

Na Rieslinga (jakiegokolwiek!) polowałem już od dłuższego czasu. Odczuwałem spory niedosyt w związku z sytuacją, w której nie mogłem się wypowiedzieć, choćby pobieżnie, o tym szczepie, opierając się li tylko na własnych odczuciach i doznaniach, nie zaś na fachowych opisach czy branżowych rekomendacjach. Wprawdzie nieraz miałem już okazję próbować najsłynniejszej bodaj z niemieckich odmian winorośli, tym niemniej było to w erze przedblogowej, stąd też trudno było - do tej pory - powiedzieć coś sensownego, o pisaniu nie wspominając. Co na szczęście uległo zmianie.

Wino ma ładny, złoto-miodowy kolor. Zielonkawego wtrętu nie uświadczysz, kłania się tu bowiem zabarwienie butelki (swoją drogą ładnie korespondujące z etykietą). Trochę ananasa, trochę melona.

Bukiet rześki, zdecydowany, nęcący. Kwiatowy. Z uwolnieniem estrów pojawiła się cała gama zapachów iście pastelowych, z wanilią na pierwszym planie. Aromaty słodkie.

Na podniebieniu urzeka kwaśność, obecna od pierwszego kontaktu do końcówki długiego finału. W związku z tym wyczuwalne są owoce cytrusowe, z dominującą limonką i cytryną. W finiszu obecne starte skórki tych samych owoców - lekka, niemęcząca goryczka. Wino ma swój charakter, jest dobrze osadzone i ładnie wyważone. Wprost interesujące.

Michel Schneider Riesling Pfalz okazał się znakomitym winem, z szeroką paletą aromatów i smaków. Trudno odnieść to do ogólnych właściwości szczepu (jakże wszak rozległych!), natomiast potwierdziło się jedno. Warto pijać Rieslingi.