Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Węgry. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Węgry. Pokaż wszystkie posty

piątek, 7 stycznia 2011

Thummerer Egri Bertram Cuvée 2006

Dłuższa chwila upłynęła od momentu, w którym ostatni raz piłem węgierskie wino. Szczerze powiedziawszy, w ramach bloga Węgry kojarzą mi się przede wszystkim z winiarnią Borpince i rewelacyjnym Olaszrizlingiem z Somló z 2004 roku, który uznałem za najlepsze białe wino przed dwoma laty (właśnie się zorientowałem, że nie było tu jeszcze ani słowa o Egri Bikaverze, zaś o Tokaju przydarzyło mi się wspomnieć tylko raz i to też przy okazji; ot na przekór węgierskim stereotypom :-)). Tym chętniej odkorkowałem butelkę z madziarskim trunkiem; tym razem padło na Thummerer Egri Bertram Cuvée 2006.

Z kronikarskiego obowiązku - egerskie wino to blend trzech szczepów; mamy w nim Kékfrankosa, jest także Blauburger oraz Merlot. Trunek pochodzi od Thummerera.

Oko wiśniowe, w pewnym stopniu przyczernione i mało klarowne. Choć - oddajmy sprawiedliwość - wino zdaje się być nieco wodnite.

Nos w pierwszym kontakcie rozczarowuje - syntetyczny, kompotowy, wiedzie skojarzenia wprost do przesłodzonego dżemu wiśniowo-malinowego. W dłuższej perspektywie jednak zyskuje, nabierając ciemniejszych odcieni czekolady i śliwki.

W ustach wino zdaje się być jeszcze zielone, niedojrzałe (rocznik 2006!); jest lekkie, wodnite, w niedługim finiszu gryzie cierpkimi i zielonymi taninami. Gdy wino pooddychało, nabrało walorów pozytywnych, na czele z ciekawymi, suchymi i lekko trzeszczącymi garbnikami. Na pierwszym planie wyodrębniły się, mocno zredukowane na początku, aromaty bzu i dzikiej róży. Wino chropowate, niepokorne, z całą pewnością z charakterem.

Thummerer Egri Bertram Cuvée 2006 okazał się ciekawym winem z potencjałem; biorąc pod uwagę to jak się rozwijało, zdecydowanie zalecam dekantację. Kontrowersyjny i intrygujący trunek.

sobota, 21 sierpnia 2010

Letnie Reminiscencje, cz.1: Fehervari Somlói Olaszrizling 2004


Skoro słowo się rzekło, czas zasiąść do pisania. Minęły trzy miesiące, wina tu i ówdzie się napiłem, teraz wypadałoby przypomnieć co ciekawsze trunki. Rzeczą oczywistą jest, że wszystkiego na łamach bloga przypomnieć nie zdołam, co nieco jednak udało mi się zapamiętać. Z wydatną pomocą mojego wysłużonego kajetu, rzecz jasna. A że lubię bawić się w serie postów (vide: Austryjackie dylemata), postanowiłem nazwać artykuły przypominające to, co działo się w ciągu mojego blogowego milczenia, Letnimi Reminiscencjami. A co mi tam.

Na pierwszy ogień biorę Fehervari Somlói Olaszrizling 2004. Nie mogłem się oprzeć pokusie ponownego spróbowania tego węgierskiego wina. Uznałem je za najlepsze białe wino, jakie miałem okazję spróbować w 2009 roku; odgrażałem się też wówczas, że w tym roku również je odkorkuję. Trochę celem porównania, trochę z oczywistych względów - jak tu odmówić sobie TAKIEGO trunku?

Wino już w kieliszku cieszy oko. Ładna, miodowa barwa, mieniąca się tu i ówdzie złotym refleksem. Zasadniczo tony ciemniejsze, choć mam wrażenie, że generalnie wino widzę jaśniej, niż zapamiętałem z pierwszego spotkania z Olaszrizlingiem.

Nos pełny, zdecydowany, wielopoziomowy.Trochę kurzu, trochę mokrej skały, w drugi tchnieniu wsparty słodkim syropem. Przy tym zadziorny, nie przesadnie przesłodzony.

Usta to przede wszystkim fantastyczna kwasowość. Oparty na niej kręgosłup trunku utrzymuje wino w ryzach, z jednej strony nie dając się ulotnić coraz lepszym wrażeniom, z drugiej zaś zachęcając do dalszej degustacji. Ciało wyrównane, kruche (acz mocne), świetna koegzystencja słodyczy z goryczą. Pięknie się otwiera, rozszerzając bukiet o delikatne perfumy i kwiaty.

Opis powyższy choć trochę mniej entuzjastyczny od tego z ubiegłego roku, zasadniczo potwierdzić miał jedną kwestię (i mam nadzieję, że ten cel udało się osiągnąć): Fehervari Somlói Olaszrizling z 2004 roku to fantastyczne wino. Kto ma okazję, niech koniecznie spróbuje; satysfakcja gwarantowana!

CDN.

piątek, 31 lipca 2009

Fehérvári Somlói Olaszrizling


Nazwa: Fehérvári Somlói Olaszrizling
Pochodzenie: Węgry
Region: Somló
Apelacja:
Szczepy: Olaszrizling
Rocznik: 2004
Zakup: Węgierska Winiarnia Borpince, Warszawa
Cena: 68,00 zł

Kolejna wizyta w stolicy zaowocowała ponownie nabytym nowym węgierskim trunkiem. Traf chciał bowiem, że chcąc nie chcąc natknąć muszę się zawsze na winiarnię Borpince, co - przyznaję - nie pozwala mi przejść obok tego zacnego miejsca obojętnie. Po krótkim opisie pożądanego wina (z charakterem, ciekawe, niebanalne, acz nie wybitnie trudne - wciąż się uczę i nie chciałbym się zrazić), zostałem przekonany przez pracownicę winiarni do zakupu białego Olaszrizlinga.

Jako, że wino w założeniu miało być wielce zacne, uznaliśmy oboje z Anią, iż podkreśli nam ono smak jakiejś potrawy, najlepiej dorównującej trunkowi poziomem doznań. Za pichcenie ostatnio wziąłem się ja, tym razem kolej wypadła na Anię. Jej propozycja okazała się znakomita - tego wieczoru daniem dnia była bowiem pieczona tilapia podlana sokiem pomarańczowym w towarzystwie pora, papryki i cebuli. Przyznacie, że brzmi smakowicie? Zatem - do dzieła (czyli jedzenia i picia)!

W kieliszku wino nęci mineralnością. Delikatny osad łudząco przypomina bąbelki wina musującego. Barwa złociście miodowa, subtelnie połyskująca. Zapowiada się aż za dobrze.

Nos zdecydowany, niepokorny. Głęboki winny aromat z wyraźnym korzennym odcieniem, gdzieś tam w tle minimalnie złagodzony nutami kwiatowymi. W drugim podejściu mocny charakter wina ujawnia się z całą mocą, drażniąc słodkimi tchnieniami i intrygując końcówką o pikantnej melodii. Fantastycznie.

Na podniebieniu istna mineralna kawalkada! Wino jest po prostu wspaniałe - idealnie wyważone proporcje ujmującej słodyczy, kontrastującej kwasowości i dominującej goryczy. Kwasowość ponownie fantastycznie ujawnia się w pulsującym, długim finiszu, gdzie znajdujemy także piękne nuty szlachetnej ziołowej goryczki. Wyważona, wręcz wycyzelowana budowa, wino nieprawdopodobnie proporcjonalne. Kolejne łyki to podmuch kwiatów kwitnących na drzewach owocowych w wiosennym sadzie. Po prostu cudo.

Po takich wrażeniach nie mogłem wprost doczekać się połączenia Olaszrizlinga z rybą. Pomijając smak samej potrawy (wyborna, polecam!), połączenie jej z winem dało niesamowitą wypadkową. Prezentowany trunek okazał się być stworzonym wręcz do jedzenia i picia - chyba pierwszy raz trafiam na tak doskonałe połączenie. W zestawieniu z tilapią wino zyskało nowy posmak, ujawniający się maślanymi i migdałowymi nutami. Wprost - feeria smaków.

Podsumowanie będzie krótkie. Fehérvári Somlói Olaszrizling to najlepsze wino, jakie miałem okazję pić do tej pory. Bezsprzecznie i bezdyskusyjnie. Kto ma okazję, niechaj spróbuje!

PS. Przy okazji uwaga porządkowa. Niniejszym wpisem oficjalnie inauguruję posty pt. "Wino wraz z potrawą" (w tagach ujęte lapidarnym "kulinarnie"), co ilustrować będzie stosowne zdjęcie. Jako, że parę razy opisywałem już połączenia trunków z jedzeniem (Casa Sant'OrsolaValpolicella ze smażonym indykiem, Conte delle Venezie wespół z żeberkami w miodowej oprawie z ryżem basmati, Château de Sablet z wołowiną z gruszkami w sosie pomarańczowo-musztardowym), pozwoliłem je sobie tu przypomnieć i zebrać w jedną całość. Od dziś zaś o każdym z takich eksperymentów nie tylko poczytacie, ale i będziecie mogli je obejrzeć. Co mam nadzieję, wyjdzie wszystkim na dobre. I na zdrowie.



środa, 22 lipca 2009

Fuchsli Siller Rose


Nazwa: Fuchsli Siller Rose
Pochodzenie: Węgry
Region: Szekszárd
Apelacja:
Szczepy: Kékfrankos
Rocznik: 2007
Zakup: Węgierska winiarnia Borpince, Warszawa
Cena: 65,00 zł

Zaległości po urlopie czas nadrobić. Zwłaszcza, że w międzyczasie przydarzyło się kilka win, które warto opisać. Na szczęście ich degustacja wiązała się ze skrupulatnym notowaniem poszczególnych doznań, skojarzeń i wrażeń smakowo-zapachowych, toteż mam nadzieję, że możliwie wiernie odtworzę tu swoją opinię. Zaczynam od trunku węgierskiego, który przywiozłem ze stolicy - Fuchsli Siller Rose.

Wino prezentuje się zachęcająco. Ładny, harmonijny i zrównoważony róż. Na ściance kieliszka ślady wina lekko musującego.

Nos rześki, kwiatowy. Subtelny. Nie wiem, czy nie wynika to z ogólnych właściwości win różowych (okaże się zapewne w toku poznawania kolejnych trunków), ale ta doza delikatności bardzo mi się podoba. W drugim podejściu migające nutki kwasowe ładnie ozdabiają aromaty lekkich czerwonych owoców. Ze zdecydowanym wskazaniem na poziomki.

Na podniebieniu zaskoczenie. Dobrze schłodzone, rześkie Fuchsli w pierwszym podejściu jawi się bowiem jako wino kwaśne. Choć nienatrętne. Cóż dalej? Płatki kwiatów i bukiet poziomek. Orzeźwiające, lekkie i harmonijne węgierskie wino również w smaku ma w sobie coś musującego. Finał średni, bez szczególnych zmian.

Pierwsze różowe wino opisane na tym blogu spokojnie uznaję za godne uwagi. Szczególnie przyjemne były, ukryte w pierwszym wrażeniu, nuty poziomek. Zapewne nie bez znaczenia jest fakt, że po dusznym i gorącym dniu taki typ wina to jedno wielkie orzeźwienie. Acz podkreślić należy - bardzo gustowne. Bez dwóch zdań.