Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2007. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2007. Pokaż wszystkie posty

sobota, 7 kwietnia 2012

Barolo Prunotto 2007 DOCG

Modne ostatnio stało się pisanie o niedrogich winach z dyskontów. Początkowo tematem zajmowali się chyba tylko amatorzy piszący o winach na swoich blogach (było budżetowo, a czasem i całkiem smacznie). Ostatnio jednak o winach dyskontowych można było poczytać już niemal wszędzie, uwzględniając w tym także ogólnopolskie portale, czy witryny współtworzone przez ludzi zawodowo zajmujących się winopisarstwem.

W sumie fajnie, że temat został tak podkręcony, bo ostatecznie jakoś tam świadczy to o tym, że coraz więcej w naszym życiu wina. Jednak skoro tak dużo można poczytać o winach za 10 PLN, postanowiłem wyłamać się i napisać conieco o winie za 210 PLN.

Butelkę Barolo Prunotto 2007 DOCG nabyłem dość niedawno - uświetniła ona wieczór, podczas którego świętowałem jeden ze swoich największych sukcesów w ostatnich latach. O szczegółach pisać nie będę, bo to w tym miejscu zbędne; dość powiedzieć, że oczekiwania miałem wobec tego wina olbrzymie (summa summarum wybuliłem na butelkę ponad 200 PLN, co dla portfela blogera-amatora pozostaje wciąż istotnym uszczupleniem). Jak zatem wrażenia?

W kieliszku stosunkowo jasna ciepła czerwień, odcienie ceglaste, może miedziane. Całość klarowna. Nos palący, lekko zadymiony. Po zakręceniu kieliszkiem wręcz metaliczny; w tle wyczułem skórkę od chleba.

W ustach przede wszystkim spora kwasowość i słusznej miary garbniki. Wino jest jednak wyważone, harmonijne, w pewnym sensie smukłe. Eleganckie i długie. Wrażenia smakowe to przede wszystkim skojarzenia ze skórką od chleba i suszonymi owocami. Z każdym kieliszkiem lepsze (zanotowałem, że to opinia nie wynikająca wprost ze zwiększającej się ilości alkoholu w organizmie, choć wiadomo, jak to jest).

Barolo miałem okazję odkorkować po raz pierwszy. Wcześniej przydarzyło mi się próbować go na kilku degustacjach, jednak wiadomo - inaczej pija się wino, mając na nie czas i mogąc poświęcić mu swoją uwagę. Moja opinia o Prunotto 2007 jest jak najbardziej pozytywna - z czystym sumieniem polecam każdemu. Starałem się oddzielić wrażenia od poziomu cenowego (żeby uniknąć przymusu ocenienia wina jako doskonałego) - mam wrażenie, że z uwagi na mój debiut w tej materii, udało mi się to.

Świetne wino.


niedziela, 24 października 2010

Letnie Reminiscencje, cz. 3: Rudolf Müller Riesling Kabinett 2007

Choć jesień mamy tego roku naprawdę piękną, gdzieś tam tęsknię za latem. I do momentów, w których przychodziło mi szukać orzeźwienia, dajmy na to w butelce białego niemieckiego. Tym, z jednej strony lakonicznym, z drugiej zaś trywialnym stwierdzeniem, chciałbym w ramach mojego mini-cyklu o winach z wakacji, opisać kolejny spróbowany przeze mnie wówczas trunek.

To ciekawe, ale pamiętam dobrze dzień, w którym nabyłem tego rieslinga z winnicy Rudolf Müller znad Mozeli. Szukałem czegoś adekwatnego do temperatury panującej w tamto lipcowe popołudnie, z uwagi zaś między innymi na obficie skraplający się na moim czole pot, z definicji odpuściłem sobie czerwone, nie tylko wytrawne. Gdy przechadzałem się wśród półek z asortymentem niemieckim, zdałem sobie sprawę, że mój organizm powiedział "basta!". I stanowczo zaczął domagać się rieslinga, jakiegokolwiek. Wychodząc ze sklepu z opisywanym Kabinettem, miałem tylko nadzieję, że wino nie będzie przekombinowane. Przyznacie, że nie można nazwać tych oczekiwań wygórowanymi.

Jak miało się niebawem okazać, wino okazało się przyjemnie proste (nie prostackie!). Złotawe w kieliszku, naturalnie klarowne, choć z trochę gęstszą łzą. Nos aksamitny, z dominującym na pierwszym planie jabłkiem. Świeży kształt całości. Na podniebieniu rześkie i zielone, ale nie przesadnie kwasowe. Mleczne, oleiste akcenty przyjemnie kontrastowały z zielonym smakiem wina. W dłuższej perspektywie wyczułem aromaty gruszki i melona.

Wino na pierwszy rzut oka bez historii - przyjemne, ot co. Całość podsumować można by krótko. Rudolf Müller Riesling Kabinett 2007 to naprawdę fajnie skrojone wino na lato. I na tym można by poprzestać.

Choć ja mam w głowie jeszcze jedną myśl.

Spróbować tego trunku głęboką zimą. Gdy śnieg będzie trzeszczeć pod nogami, siarczysty mróz szczypać w policzki, a ludzie będą ślizgać się na oblodzonych chodnikach. Bardzo jestem ciekaw jak wtedy posmakuje mi zamknięte w winie orzeźwiające zielone jabłko z melonowym akcentem. Może warto przełamać w ten sposób stereotypy?

czwartek, 20 maja 2010

Gulfi Nero d'Avola Rossojbleo 2007

Nazwa: Gulfi Nero d'Avola Rossojbleo 2007
Pochodzenie: Włochy
Region:Sycylia
Apelacja: IGT
Szczepy: Nero d'Avola
Rocznik: 2007
Zakup: Wina i Specjały, Wrocław
Cena: 57,50 zł

Jako, że od niemal dwóch miesięcy pijałem wyłącznie opisywane w Austryjackich dylematach raczej lżejsze wina austriackie, odczułem niedawno przemożną chęć spróbowania trunku w naturze swej bardziej złożonego, trudniejszego, który mógłby z jednej strony dostarczyć materiału wielowymiarowego, zmuszającego do zastanowienia, z drugiej zaś ucieszyłby podniebienie swoją siłą i niemałą mocą. Za dobrą radą doświadczonego winnego doradcy, nabyłem butelkę Rossojbleo prosto z sycylijskiej winnicy Gulfi. A jeśli Sycylia, to wiadomo - Nero d'Avola.

Tytułem wtrącenia dodam jeszcze, że degustację Rossojbleo
połączyłem z smakowaniem serów - czyniąc całą operację małym świętem smaku i aromatu. Ot, próba odreagowania po austriackich winnych wojażach. Poniżej tradycyjny opis wrażeń i próba ubrania degustacji w słowa.

W kieliszku barwa ciemna, najbardziej podpada pod bordo. Faktura gęsta, mętna, minimalny stopień klarowności. Mimo wszystko - nie dekantowałem.

W pierwszym nosie aromat jakby schowany; z trudem przebija się przez gęstą zawiesinę wina. Skojarzenia z ciemnymi, czerwonymi owocami, głównie dojrzałej wiśni. Drugi nos cokolwiek ciekawszy, na pierwszym planie pojawiła się mocna, dobrze zbudowana, czerwona porzeczka. W drugim planie nuty garbowanej skóry i wędzarni.

Na podniebieniu wino atakuje natychmiastowo. Mocne, pełne, długie. Wsparte mocarnymi garbnikami; w charakterze swoim ciemne, nieprzejrzyste. Finał długi, choć trochę zmiękczony; idąc w stronę odczuć bliższych synestezji, można by napisać, iż wino jest purpurowe, finisz zaś nieco jaśniejszy i bliższy czerwieni. Kapitalnie się otwiera, zyskując w miarę upływu czasu nieco inną, lżejszą barwę. Podpartą posmakiem pikantnym. Mocna rzecz!


Będąc zdecydowanie kontent po spróbowaniu wina, jego przyszłe połączenie z serami wydawało się bardziej nęcące. Sery nabyłem trzy - każdy o nieco innej charakterystyce.

Najbardziej miękki z nich to Boschetto z truflami, będący mieszanką z mleka owczego i krowiego. Sam w sobie wyborny, z winem skomponował się wręcz wspaniale. Na pierwszy plan w trunku wyszły nuty czerwonych owoców, ładnie się tym samym uwydatniając. Z kolei sam ser dostał jakby kolejnego wymiaru; bardzo głęboki, wyrazisty i długi smak, z wciągającym, ostro-słonym charakterem (czosnek, trufle, mleko). Zdecydowanie rekomenduję!

Drugim w kolei próbowanym serem była piemoncka töma - średnio-twarda, słonawa, delikatniejsza niż swój poprzednik. Z dodającą całości fajnego sznytu, pikantną skórką. W zestawieniu z winem ser zabrzmiał przede wszystkim łagodnie, dając się uspokoić w towarzystwie silnego trunku. Właściwie zagrało to i w drugą stronę, bowiem Rossojbleo w połączeniu z serem z Piemontu również ukazało swoją łagodniejszą stronę. Warto sprawdzić samemu.

Pecorino Nerone - to ostatni z degustowanych tego wieczoru serów. Najtwardszy, pochodzenia owczego. W opisywanym zestawieniu mocno wpłynął na wino, czyniąc je jeszcze mocniejszym, bardziej zdecydowanym, wysuwającym na pierwszy plan nuty kwasowe i pikantne. W finiszu aż nieprzyjemne. Sam ser łącząc się z trunkiem, zyskał nieco na architekturze, która stała się ciekawie nienatleniona i chropowata. Fajnie zagrały taniny, podsuszając nieco ser, któremu wyraźnie to się przydało. Kontrowersyjna fuzja.


***
Opisaną wyżej degustację jednoznacznie oceniam jako bardzo dobrą, momentami wręcz doskonałą. Wino okazało się godne polecenia, same sery również. Wybitnym połączeniem nazwać z czystym sumieniem mogę zestawienie Rossojbleo wespół z Boschetto z truflami. Oby jak najwięcej takich fuzji.

środa, 14 października 2009

Palmento Settesoli Nero d'Avola Shiraz


Nazwa: Palmento Settesoli Nero d'Avola Shiraz
Pochodzenie: Włochy
Region: Sycylia
Apelacja: Indicazione Geografica Tipica
Szczepy: Nero d'Avola, Shiraz
Rocznik: 2007
Zakup: Alma (Renoma), Wrocław
Cena:

Włoskie Palmento Settesoli zakupiłem, będąc zainteresowanym połączeniem szczepu Shiraz z nieznanym mi do tej pory Nero d'Avola. Typowałem, że to odmiana raczej łagodna, mająca równoważyć silne i zdecydowane Shiraz. Okazało się, że jest wręcz odwrotnie - Nero d'Avola bywa do Shiraz często porównywany, jest szczepem dominującym, ekspansywnym i z charakterem. Jest typowo sycylijskim gatunkiem winorośli, oddającym charakter i ducha wyspy. Z tym większą ciekawością sięgnąłem do kieliszka z Palmento.

Wino prezentuje się klarownie, choć czerwieni długo trzeba szukać. Trunek ma bardzo ciemną, fioletową barwę, gdzieniegdzie wpada nawet w czerń. Przydymiona całość.

Nos ciemny, chropowaty, pikantny. Nuty pieprzu i ciemnych jagód. Choć w tle jest jakiś element łagodniejszy, nieprzewidywalny. Shiraz bywa miękki, bez dwóch zdań.

Na podniebieniu czuć słodycz (!). Stonowana budowa, ciemne smaki, pikantny i gorzki finisz. Wino jest zrównoważone, w smaku więcej jest elegancji i łagodności, szczególnie w porównaniu z agresywnym nosem. Więcej tu miękkości i tego szczególnego, ostro przyprawionego, aksamitu. Mocne taniny.

Palmento okazało się bardzo dobrym winem. Niepokorny nos zrównoważony łagodniejszym smakiem dał świetny, godny polecenia trunek. Polecam więc, a niejako w bonusie dorzucam ciekawostkę na temat domu winiarskiego Cantine Settesoli, odpowiedzialnemu za wyprodukowanie opisywanego trunku.

poniedziałek, 17 sierpnia 2009

Württemberg Trollinger mit Lemberger


Nazwa:
Württemberg Trollinger mit Lemberger
Pochodzenie: Niemcy
Region: Wirtembergia
Apelacja:
Szczepy: Trollinger, Lemberger
Rocznik: 2007
Zakup: Niemcy
Cena:

Opisywany tu, pochodzący z Wirtembergii blend Trollingera i Lembergera, dwóch popularnych w Niemczech szczepów (choć ten pierwszy pochodzi z Austrii), to kolejny trunek, który uświetnił weekendowe spotkanie w gronie rodzinnym (a nawet i trochę szerszym). Ponownie mamy do czynienia z winem u nas niekoniecznie oczywistym do kupienia. Ponownie z Niemiec - tym samym ekspansja świata win naszego zachodniego sąsiada stała się faktem. Drżyjcie Rieslingi, Sylvanery, Lembergery! Oto nadchodzę i nie zawaham się was spróbować!

Wino ma kolor jasnego soku z wiśni, wzbogaconego akcentami rubinowymi. Jak na wino czerwone, bardzo klarowne.

Nos słaby, niezdecydowany. Nuty czereśni, zaś w drugim podejściu słodkich wiśni. Aromaty są nieskondensowane, szybko się ulatniają.

Na podniebieniu długo przeważa dość jałowa goryczka. Słabe akcenty wiśniowe, były też odmienne, niestety nie potrafię sprecyzować ich charakteru. Bardzo lekka budowa koresponduje z aromatem i ogólną prezencją trunku. Co ciekawe i zaskakujące - finał zdecydowany, długi, choć składający się głównie z opisywanej już wcześniej nijakiej goryczki. Wino jawi się ogólnie jako trochę rozwodnione, niezdecydowane, bez charakteru.

Württemberg Trollinger mit Lemberger ostatecznie nie zachwycił. Lekki kształt całości nie miał niestety nic wspólnego z subtelnością i delikatnością - jest on bowiem efektem nijakości i braku charakteru poszczególnych części składowych trunku. Z żalem stwierdzam - nie polecam.

czwartek, 6 sierpnia 2009

Blossom Hill Chardonnay

Nazwa: Blossom Hill Chardonnay
Pochodzenie: Stany Zjednoczone
Region: Kalifornia
Apelacja:
Szczepy: Chardonnay
Rocznik: 2007
Zakup: Wrocław
Cena: Wino otrzymane w prezencie

Kalifornijski Chardonnay był drugim winem, które otrzymałem z okazji swoich urodzin. Pięknie dziękując Marcie i Michałowi za (co tu dużo mówić) za podarunek trafiony w dziesiątkę, przejdę od razu do rzeczy, a więc opisu stosownych wrażeń.

Drugie amerykańskie wino opisywane na mym blogu wygląda bardzo klarownie. Momentami barwa wydawała się wręcz nazbyt rozwodniona. Blady kolor melonowej żółcieni. Trunek prezentuje się bardzo lekko.

W zapachu pierwsze podejście to delikatne perfumy i aromat tradycyjnie winny. Nienatrętne, raczej mało wyraziste. Próba drugiego nosa to już zdecydowanie wyodrębniony aromat wanilii, wzbogacony nutami kwiatów i owoców kwitnącego drzewa. Ładnie.

Na języku wino przyjemnie zakłuło. Zaskoczył lekko mineralizowany charakter trunku. Oczywiście pozytywnie. Cóż dalej? Zestawione w dobrych proporcjach gorycz ze słodyczą, ciało zaskakująco mocne (szczególnie w porównaniu do aromatu i oka), niedługi finał z wyraźną, znaną już nosa waniliową nutą. Brak dojmującej kwaśności, choć wyczuwalne są słodsze elementy cytrusów (ponownie harmonijnie wyważone). W niektórych zakątkach smaku czai się melodia melonowa.

Blossom Hill, choć okazało się winem nie z najwyższej półki (nie ma nawet co ukrywać, do Olaszrizlinga temu daleko), to zaskoczyło mnie nadzwyczaj pozytywnie. Zwłaszcza w stosunku zdecydowanej budowy do lekkich aromatu i widoku oraz (a może przede wszystkim?) intrygującymi igiełkami wytrawności, które przebijały się przez mineralny posmak całości. Miło wspominam też akcenty waniliowe. Naprawdę niezłe wino.

środa, 22 lipca 2009

Château de Sablet


Nazwa: Château de Sablet
Pochodzenie: Francja
Region: Bordeaux
Apelacja: Appelation Bordeaux Contrôlée
Szczepy: Merlot, Cabernet Sauvignon, Cabernet Franc
Rocznik: 2007
Zakup: Alma (Renoma), Wrocław
Cena: 28,99 zł

Moja fascynacja winem nieuchronnie musiała doprowadzić do tego momentu. Czas zacząć gotować! (Dzięki za inspirację, Przyjacielu). Wiadomo - są wina do picia czy kontemplowania, są także i trunki, których pełnię poznamy tylko w towarzystwie zacnej potrawy. Takąż postanowiłem więc przyrządzić, zaś jej smak podkreślić miała szlachetna zawartość butelki. Postawiłem na wołowinę z gruszkami w sosie pomarańczowo - musztardowym. Kwiatkiem do kożucha uczyniłem Château de Sablet, pierwsze francuskie wino w progach tegoż bloga.

W kieliszku wino zaprezentowało się okazale. Dojrzała czereśnia wespół z wiśniowymi akcentami tworzyły zdecydowaną całość, w nieco mętnej postaci. Przed jedzeniem wino w nosie zdało się być słodkawe, nienatrętne i przyjemne. Przyznaję, że nieco zmartwiałem - wybrałem trunek z Bordeaux właśnie po to, by swoim dominującym i mocnym charakterem odpowiedziało daniu. Poczekajmy jednak na pierwszy łyk...

No właśnie. Łyk. W smaku wino uderzyło lekkością, sporą dozą kwasowości i ściągającymi taninami, co ni w ząb nie chciało pasować do wołowiny. Przy kolejnych próbach wrażenie to tylko się umocniło; stwierdziłem więc autorytatywnie -
Château de Sablet to wino zdecydowanie do picia. Co również postanowiłem wypróbować.

Kilka dni później (po odpowiedniej dozie powietrza dla trunku) raz jeszcze sięgnąłem więc po winny napój z Bordeaux, na względzie mając tylko i wyłącznie wrażenia z degustacji tegoż.

Widok bez większych zmian, czyli ciemna czereśnia z wiśnią. Za to nos - zwrot o 180 stopni! Zdecydowany piwniczny aromat wędzarni, ciemny dym i przebijające się przezeń nieśmiało powidła śliwkowe. Po uwolnieniu estrów w dymnej zasłonie odnalazłem dodatkowo bardzo słodkie konfitury malinowo - śliwkowe. Wszystko pokryte delikatną warstwą kurzu.

Na podniebieniu kwasowa zadziorność i charakter. Ależ ściągają te garbniki! W miarę upływu zawartości wyczuwałem coraz więcej ziołowej goryczki (Cabernet Sauvignon). Cierpkie. Ciało umiarkowane, harmonizowało z widokiem i aromatem. Finał niedługi.

Opisane Château było fantastycznym przykładem różnicy w winie do jedzenia i picia. Pomyliłem się wprawdzie co do wyboru trunku do potrawy, jednak jego nieprzewidywalność, zmienność i zaskakujący charakter absolutnie mi to wynagrodziły.

I jak tu nie kochać win?

Fuchsli Siller Rose


Nazwa: Fuchsli Siller Rose
Pochodzenie: Węgry
Region: Szekszárd
Apelacja:
Szczepy: Kékfrankos
Rocznik: 2007
Zakup: Węgierska winiarnia Borpince, Warszawa
Cena: 65,00 zł

Zaległości po urlopie czas nadrobić. Zwłaszcza, że w międzyczasie przydarzyło się kilka win, które warto opisać. Na szczęście ich degustacja wiązała się ze skrupulatnym notowaniem poszczególnych doznań, skojarzeń i wrażeń smakowo-zapachowych, toteż mam nadzieję, że możliwie wiernie odtworzę tu swoją opinię. Zaczynam od trunku węgierskiego, który przywiozłem ze stolicy - Fuchsli Siller Rose.

Wino prezentuje się zachęcająco. Ładny, harmonijny i zrównoważony róż. Na ściance kieliszka ślady wina lekko musującego.

Nos rześki, kwiatowy. Subtelny. Nie wiem, czy nie wynika to z ogólnych właściwości win różowych (okaże się zapewne w toku poznawania kolejnych trunków), ale ta doza delikatności bardzo mi się podoba. W drugim podejściu migające nutki kwasowe ładnie ozdabiają aromaty lekkich czerwonych owoców. Ze zdecydowanym wskazaniem na poziomki.

Na podniebieniu zaskoczenie. Dobrze schłodzone, rześkie Fuchsli w pierwszym podejściu jawi się bowiem jako wino kwaśne. Choć nienatrętne. Cóż dalej? Płatki kwiatów i bukiet poziomek. Orzeźwiające, lekkie i harmonijne węgierskie wino również w smaku ma w sobie coś musującego. Finał średni, bez szczególnych zmian.

Pierwsze różowe wino opisane na tym blogu spokojnie uznaję za godne uwagi. Szczególnie przyjemne były, ukryte w pierwszym wrażeniu, nuty poziomek. Zapewne nie bez znaczenia jest fakt, że po dusznym i gorącym dniu taki typ wina to jedno wielkie orzeźwienie. Acz podkreślić należy - bardzo gustowne. Bez dwóch zdań.

środa, 1 lipca 2009

Pedrera Monastrell

Nazwa: Pedrera Monastrell
Pochodzenie: Hiszpania
Region: Murcja, Walencja
Apelacja: Jumilla, D.O.
Szczepy: Monastrell
Rocznik: 2007
Zakup: Winarium Marka Kondrata, Wrocław
Cena: 24,99 zł

Miałem wielką nadzieję, że w tym poście opiszę wrażenia z degustacji jednego z niedawno wyprodukowanych polskich win. Poszukiwałem usilnie takowych zarówno we Wrocławiu, jak i w Warszawie. Bezskutecznie niestety – chyba przyjdzie mi zamówić butelkę on-line (o ile zdążę). Bez większych rozterek jednak zwróciłem się ku Hiszpanii. Wszak to kierunek winny wielce pociągający.

Pedrera Monastrell to wino o bardzo ładnej, wiśniowej barwie. Pięknie się mieni, w idealnym stopniu wręcz klarowne. Umiarkowana intensywność, ma w sobie dozę delikatnej elegancji. Połyskuje rubinem.

W pierwszym zetknięciu z nosem zdecydowanie wyczuwa się dojrzałą wiśnię. Bukiet lekki, delikatny, ujmujący. Brak aromatów rozpraszających uwagę. Po uwolnieniu estrów ujawnia się cała gama nowych zapachów, z dżemem wiśniowym na pierwszym planie. Ogólnie czuć tu słodkie, czerwone owoce. Plus kurz i słońce.

W smaku zaskoczenie. W pierwszym bowiem kontakcie wino wydaje się nijakie, pozbawione wyrazu. Trunek jest lekki i raczy nas sporą dozą kwasowości. Słuszna zawartość garbników. W zdecydowanym finiszu dominuje biała skórka grapefruita, czyli kwasowość z goryczą (Ania). Od siebie dorzucam nuty startych skórek pomarańczy i cytryn; ogólnie cytrusów. Wg Ani w ustach wino prezentuje się raczej nieprzyjemnie, nienaturalnie, mimo swojej lekkiej budowy. Nie do końca zgadzam się z jej opinią, choć przyznaję, że jestem trochę skonfundowany. Zwłaszcza w zestawieniu aromatu ze smakiem.

Pedrera okazała się doskonałym winem do… nauki win. I poznawania ich nieprzeniknionego charakteru. Trunek mocno zaskakuje; ja zaś jestem ciekaw jak sprawdzi się przy jedzeniu. Mam nadzieję, że niebawem to sprawdzę.