niedziela, 30 sierpnia 2009

Polskiego Rieslinga kulinarna moc

Jako wcześniej się rzekło, a nawet i napisało, przyszedł czas na zestawienie Rieslinga 2008 z Miękini z potrawą. Dania właściwie wyszły nam dwa (i dobrze), z kronikarskiego obowiązku dodajmy, że już jakiś czas temu. Wiadomo jednak, jak dziś u wszystkich niemalże wygląda kwestia czasu (wiecznie go za mało). Stąd też tradycyjny zapis wrażeń trafia na blogowe szpalty z lekkim poślizgiem.

Pierwszym daniem, które zestawiliśmy ze wspomnianym polskim winem było jakże niepolskie... leczo. Przygotowane wg odmiennej nieco receptury (bez pomidorów!), z pewną premedytacją nie zawierające w sobie nadmiaru smaków kwaśnych. Wszak za to miał odpowiadać Riesling. Przepisu nie zdradzę (nawet gdybym chciał, to nie mogę - jego arkana zna Ania i to z nią należy kontaktować się w tym temacie), zaś napiszę z pełną odpowiedzialnością: połączenie ww. potrawy i trunku wyszło wyśmienicie. Danie było nieco tłuste (zgodnie z sugestiami winiarzy Lecha Jaworka), Riesling komponował się z nim doskonale. Co istotne - bez wina potrawa sporo traciła. Ot, ile znaczy właściwy trunku dobór.

Za drugim razem postanowiliśmy pojechać nieco po bandzie. Pieczony łosoś w sosie miodowo-sojowym z kiełkami i sezamem. Prawda, że brzmi dobrze?
Tu połączenie z kwasowym Rieslingiem wydało się równie uzasadnione. Fantastyczna potrawa, doskonała kompozycja. Polskie wino okazało się wyśmienitym do konsumpcji (weszło także w skład sosu do łososia), więcej - być integralnym składnikiem ww. dań. Bez niego obie potrawy traciły niemało, co tym bardziej łechce nasze poczucie próżności i kulinarne ego.

Riesling 2008 udanie przydał daniom kwasowych nut, czyniąc ich paletę smaków bogatszą i kompletną. Sam trunek przy daniach niewiele się zmienił. Więcej w nim było szlachetności, trochę jakby bardziej elegancki. Nie dał się daniom zdominować, zachowując charakter. Nie odnotowałem nowych barw, zarówno w nosie, jak i w ustach.

Tytułem podsumowania: absolutnie polecam.

wtorek, 25 sierpnia 2009

Gotín del Risc Mencía


Nazwa: Gotín del Risc Mencía
Pochodzenie: Hiszpania
Region: León
Apelacja: Bierzo Denominación de Origen
Szczepy: Mencía
Rocznik: 2006
Zakup: Wina i Specjały, Wrocław
Cena: 37, 90 zł

***Opis w przygotowaniu***



niedziela, 23 sierpnia 2009

Riesling 2008


Nazwa: Riesling 2008
Pochodzenie: Polska
Region: Dolny Śląsk, Miękinia, Winnica Jaworek
Apelacja:
Szczepy: Riesling
Rocznik: 2008
Zakup: Wina i Specjały, Wrocław
Cena: 44, 90 zł

Do polskiego Rieslinga podchodziłem z wielkimi nadziejami, ale i obawami. Przeczytałem dziesiątki opinii na tematycznych portalach i blogach. Zapoznałem się z historią zeszłorocznych zbiorów w Miękini. Ponownie wgryzałem się w temat rieslingów jako takich - jakie właściwie to wina? Czym, do diabła, charakteryzuje się szczep? Czy to pewne informacje? Nieubłaganie zbliżała się chwila otwarcia butelki. Na co czekałem z równą temu niecierpliwością.

Przede wszystkim - bardzo ładny całokształt. Butelka, przepiękna (dedykowany projekt) etykieta, wykonany z dbałością korek. Czuć w tym staranność, wręcz pietyzm. Wiadomo, że to o niczym nie świadczy. Acz dodaje - jakże przyjemnych - wrażeń stricte estetycznych, co przy degustacji win nie pozostaje bez znaczenia.

Właśnie - degustacji. Riesling 2008 z Miękini to wino o podwyższonym poziomie kwasowości, co czyni go winem raczej nie degustacyjnym. Pisze o tym na etykiecie sam producent, proponując trunek jako na przykład podkreślenie tradycyjnych dań kuchni polskiej. Informacja to cenna, zważywszy, że wino zamierzałem tak czy siak skomponować z jakąś potrawą (ostatecznie towarzyszyło nam przy dwóch). Po kolei jednak.

Kieliszek. Ładnie, przejrzyście i klarownie. Ananasowa barwa, dekorowana złotymi nitkami.

Pierwszy nos jest świeży i rześki. Plątają się dźwięki kwaskowe, w tle jabłko z gruszką. Aromat delikatny, ale nie słaby; ma pewien charakter. Próba drugiego nosa przynosi słodki odcień (chwilowy), nad którym górę biorą kwasowe aromaty białych owoców. Z papierówką na pierwszym planie, choć mignie gdzieś tam i biały grejpfrut. Podmuchy lekkiej słodyczy, raczej jako dodatku do całości, nie zaś dominanty. Orzeźwiająca kwasowość.

Usta mleczne, pociągłe. Ciało umiarkowane, harmonijne, dobrze wyważone. Ciąg dalszy wrażeń zapachowych - nadal mamy białe owoce, nadal nad wszystkim góruje kwaśne jabłko. Niedługi finał. Kwasowość rzeczywiście podwyższona, choć bez przesady. Wino jak nic konsumpcyjne, ale degustacja przynosi także wiele dobrego.

Mam wrażenie, że gdyby Riesling 2008 z Miękini nie był polskim winem, oceniłbym go równie dobrze. Faktem bowiem jest, że wino jest udanie złożone, nie zawiera w sobie czynników rozpraszających całość i prezentuje się obiecująco. Na pewno jest w tym jakaś doza, a co tam - niech padnie to słowo, patriotyzmu, tym niemniej wstydu nie ma. Choć cena jednak odrobinę za wysoka (jak na takie wino). Nie żałuję jednak ani grosza. Niebawem zaś sprawdzę, jak Riesling 2008 łączy się z potrawami.

piątek, 21 sierpnia 2009

Stało się

Od kilku godzin jestem szczęśliwym posiadaczem polskiego wina stworzonego w Winnicy Jaworek w Miękini. Padło na Rieslinga, pozostałe (Pinot Noir Rose, Feniks, Pinot Gris) są w tym momencie już niedostępne; Chardonnay/Auxerrois zdaje się jeszcze nie ma w sprzedaży (branża mówi o końcu września). I choć szkoda mi niezmiernie win, których nabyć nie zdążyłem (ewidentnie zadziałało tu moje gapiostwo), to rad jestem wielce, że udało mi się zdobyć jeden z trunków z - co tu dużo pisać - historycznego, pierwszego oficjalnego rocznika win z Miękini.

O samym debiucie napisano już wiele, stąd też prawd powszechnie znanych niepotrzebnie powtarzać nie będę. Mam tylko nadzieję, że za Winnicą Lecha Jaworka pójdą inni i rodzimy przemysł winiarski nie będzie ograniczać się li tylko do importu. Na co zresztą mamy naprawdę spore szanse - polskie wina radzą sobie bowiem coraz lepiej. Podczas osiemnastej edycji międzynarodowego konkursu winiarskiego Vinoforum (odbyła się w Trenčínie na Słowacji, na początku sierpnia) zdobyliśmy tam aż 5 medali! Przyznacie, że robi wrażenie, prawda? Zwłaszcza jak na debiut.

Krótko mówiąc - jest dobrze. Jak na sytuację z ostatnich lat, wręcz bardzo dobrze. Przed nami sporo pracy, jednak wyraźnie widać, że coś drgnęło. A co? To sprawdzę niebawem, degustując polskiego rieslinga!

poniedziałek, 17 sierpnia 2009

Württemberg Trollinger mit Lemberger


Nazwa:
Württemberg Trollinger mit Lemberger
Pochodzenie: Niemcy
Region: Wirtembergia
Apelacja:
Szczepy: Trollinger, Lemberger
Rocznik: 2007
Zakup: Niemcy
Cena:

Opisywany tu, pochodzący z Wirtembergii blend Trollingera i Lembergera, dwóch popularnych w Niemczech szczepów (choć ten pierwszy pochodzi z Austrii), to kolejny trunek, który uświetnił weekendowe spotkanie w gronie rodzinnym (a nawet i trochę szerszym). Ponownie mamy do czynienia z winem u nas niekoniecznie oczywistym do kupienia. Ponownie z Niemiec - tym samym ekspansja świata win naszego zachodniego sąsiada stała się faktem. Drżyjcie Rieslingi, Sylvanery, Lembergery! Oto nadchodzę i nie zawaham się was spróbować!

Wino ma kolor jasnego soku z wiśni, wzbogaconego akcentami rubinowymi. Jak na wino czerwone, bardzo klarowne.

Nos słaby, niezdecydowany. Nuty czereśni, zaś w drugim podejściu słodkich wiśni. Aromaty są nieskondensowane, szybko się ulatniają.

Na podniebieniu długo przeważa dość jałowa goryczka. Słabe akcenty wiśniowe, były też odmienne, niestety nie potrafię sprecyzować ich charakteru. Bardzo lekka budowa koresponduje z aromatem i ogólną prezencją trunku. Co ciekawe i zaskakujące - finał zdecydowany, długi, choć składający się głównie z opisywanej już wcześniej nijakiej goryczki. Wino jawi się ogólnie jako trochę rozwodnione, niezdecydowane, bez charakteru.

Württemberg Trollinger mit Lemberger ostatecznie nie zachwycił. Lekki kształt całości nie miał niestety nic wspólnego z subtelnością i delikatnością - jest on bowiem efektem nijakości i braku charakteru poszczególnych części składowych trunku. Z żalem stwierdzam - nie polecam.

Franken Müller-Thurgau Volkacher Kirchberg


Nazwa: Franken Müller-Thurgau Volkacher Kirchberg
Pochodzenie: Niemcy
Region: Frankonia
Apelacja: Kirchberg
Szczepy: Müller-Thurgau
Rocznik: 2008
Zakup: Niemcy
Cena:

Spotkania w poszerzonym gronie rodzinnym to zwykle miłe chwile. Tym przyjemniej, że udekorowane nie byle jakim, bo winnym trunkiem. Przywiezionym prosto zza zachodniej granicy. Wprawdzie dziś kupno niemieckiego wina i u nas to żadna sztuka, tym niemniej istnieją takie rodzaje win, które zdobyć u nas nieco trudniej, ich znalezienie wymaga zachodu, a nawet i podjęcia pewnych wysiłków. Tym radośniej było więc degustować opisywany tu frankoński wyrób prosto z Kirchberg.

W kieliszku mineralna osnowa. Za nią barwa słomkowa, przetykana złotymi nitkami. Wino choć klarowne, to ciekawie nie do końca przejrzyste. W minimalnym stopniu, rzecz jasna.

Aromat lekki, niezobowiązujący. Nieco kwiatowy, nieco słodkawy. Choć elementów kwasowych także nie brakuje. Drugi nos rześki, z płatkami mydlanymi w tle.

Na podniebieniu świeżo. Kwiaty i kwaśność, zaś w średniej długości finiszu migdałowe nuty. Bardzo orzeźwiająca jest ta kwasowość, przydaje całości charakteru. Całości stosunkowo zdecydowanej, dodajmy. Wino jest całkiem mocne w swojej budowie, w smaku nawet rwane bym powiedział. Lekko wyczuwalne aromaty alkoholowe, jednak nie na tyle, by mogło to przeszkadzać w pozytywnym odbiorze trunku.

Bardzo dobre wino. Niezobowiązujące ale i niebanalne. A to już coś.

O Winiarni Pod Gryfami słów kilka


Celem poszerzania swej wiedzy o miejscach związanych zarówno z winem, jak i Wrocławiem, udałem się niedawno wraz z przyjacielem do Restauracji Pod Gryfami. Wybór lokalu zaiste nieprzypadkowy (stosowna, jakże nęcąca piwniczka). Założenie było proste - zasiąść w jakim zacnym fotelu, zagłębić się w arkana karty win, ot, spędzić wieczorną chwilę nad lampką czegoś intrygującego.

- Niestety, piwnice (a więc winiarnia i rzeczona winna piwniczka) w sezonie letnim są nieczynne, otwieramy je na jesieni - poinformował na wstępie kelner, co skutecznie ochłodziło nastroje. Wystarczyła jednak chwila rozmowy, by nasz interlokutor zmienił zdanie. Okazało się bowiem, że rozmawiamy z samym opiekunem piwniczki i autorem podgryfowej karty win! Który, po poznaniu celu naszej wizyty, chętnie opowie nam o komponowanej przez siebie kolekcji. Tym samym wybraliśmy się więc na ekskluzywne zwiedzanie piwnic.

Po wizycie w podziemiach Gryfów stwierdzam: miejsce absolutne. Warto zajrzeć jesienią, by zjeść tam kolację. Gustowne oświetlenie, bardzo ładne aranżacje wnętrz, sporo miejsca i przede wszystkim - całość w odrestaurowanej z dużym pietyzmem intrygującej przestrzeni piwnicznej z wszelkimi jej smaczkami i zaletami. Przy schodach prowadzących na dół wiszą zdjęcia ruin piwnic, jakie znajdowały się tam po wojnie. Warto się przyjrzeć, by jeszcze bardziej móc docenić podziemne komnaty.

A piwniczka z winami? Cóż, gwóźdź programu. Wprawdzie nie była w stu procentach uzupełniona (do jesieni jeszcze chwila), za to dawała ciekawy ogląd i pogląd na winiarskie upodobania nie tylko opiekuna karty win. Na pewno wybiorę się tam za kilka miesięcy - sprawdzić, czym uzupełnił zbiory nasz przewodnik. Choć to pewnie częściowo okaże się po ogłoszeniu stanu rocznika 2006, o czym dobrą chwilę perorowaliśmy.

Co w takim razie oferuje piwniczka w tym momencie? Hm... Powiedzmy, że to traktuję jako wartość dodaną tej niecodziennej wizyty ;-)

Na pewno warto sprawdzić samemu.